MALUTKA SZYDEŁKOWA MYSZKA


Ależ ten czas szaleńczo pędzi – dziś już Mikołajki. W Czarodziejskiej Chatce pracy całe mnóstwo, bo zamówień przedświątecznych sporo i każda maskotka musi dotrzeć na czas – tym tłumaczę moją dość długą nieobecność na blogu – na szczęście śladów pajęczyn brak, więc żadnych większych porządków nie planuję. Tak to już jest, że jak człowiek nie ma zbyt dużo rozpraszaczy, to praca idzie jakoś sprawniej i ja też to zauważyłam. Wyłączyłam laptopa, włączyłam jakiś przyjemny film i wzięłam się do pracy na szydełku. Na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo. Muszę taki system wprowadzić na stałe.

A póki co – poznajcie malusią szarą myszkę – prawie księżniczkę. Wprowadziła się do nas jakiś czas temu i już zdążyła się zadomowić w małym pudełku. Teraz cały czas męczy mnie, żeby wyszydełkować jej ubranka – no bo kto widział, żeby mysia księżniczka chodziła wciąż tylko w jednym. No tak – oczywiście. Muszę pomyśleć. Myszka zapowiedziała, że niedługo sprowadzi do siebie (czyt. do nas) całą swoją rodzinę, bo nudzi jej się potwornie, wieczorem nie ma się do kogo przytulić i nie ma dla kogo piec czekoladowych donut’ów : )

Ja wszystko rozumiem, ale o czas proszę…o więcej czasu…jeszcze więcej… : )

 

MASKOTKA PINGWINEK


Pisałam już o tym wielokrotnie, że mam wielkie szczęście, że klienci zamawiają w Czarodziejskiej Chatce różne przeróżne maskotki. Rękomisie oczywiście królują na liście zamówień, ale ku mojej uciesze pojawiają się też takie maskotki, których nigdy dotąd nie wykonywałam, bo nikt ich nigdy nie zamawiał. Tak było właśnie w przypadku pingwinka.

Zawsze oczywiście mam delikatne obawy, czy zdołam sprostać oczekiwaniom – co innego, jak ktoś widzi, jakie misie tworzę i zamawia takiego samego, a co innego, jak ktoś zdaje się na moją kreatywność i nie wie do końca, jaki będzie efekt. Pingwinka pokochałam od pierwszego wejrzenia. Miał być czarno-biały z pomarańczowym dzióbkiem i stópkami. Jak zwykle zaczęłam od szukania inspiracji w sieci. Potem poszłam za swoim głosem upodobań i wizji. W ten sposób powstał mały słodki pingwinek. Pogrzebał mi nieco w moich zimowych dekoracjach i wyciągnął sanki. Tak się złożyło, że akurat tego dnia zaczął padać u nas śnieg. Nie poszalał za długo, bo po pierwsze musiał się szykować do drogi, a po drugie – śnieg nie miał zamiaru leżeć i leżeć – dość szybko zamienił się w kałuże.

Pingwinka wysyłam na wyzwanie Szuflady – „Ciemno wszędzie”.

MIŚ Z KUDŁATEJ WŁÓCZKI


Znowu nadeszła pora, żeby pokazać kilka zaległych maskotek i choć brak czasu tak dolega, to powstaje ich naprawdę sporo – staram się, jak mogę, by ładnie godzić wszystkie obowiązki i oczywiście znaleźć czas dla działalności w Czarodziejskiej Chatce. Ze sporym zadowoleniem obserwuję, jak prawie codziennie znika z listy zadań, jakieś zamówienie – uwielbiam widzieć takie efekty – motywacja wzrasta, a z nią różnie bywa – sami zresztą wiecie, że czasami człowiek marzy o tym, by chciało się tak, jak się nie chce.

Już jakiś czas temu wyszydełkowałam z kudłatej włóczki (miałam okazję już kilka razy z niej tworzyć) małego misia w pistacjowych spodenkach. Miś z serii gapciowatych i przytulaszczych.