szydełłko słoń

SŁONIK NA SZYDEŁKU


Organizowałam jakiś czas temu konkurs na stronie FB Czarodziejskiej Chatki. Konkurs zgodnie z regulaminem FB nie mógł przybrać formy losowania wśród tych, którzy polubią stronę i udostępnią wpis (już sam warunek udostępnienia i polubienia jest zabroniony), dlatego wymyśliłam coś innego. Zadaniem osób, które zechciały wziąć udział w konkursie było przygotować rysunek/projekt maskotki, którą mogłabym wykonać na szydełku. Oczywiście nagrodą było wykonanie maskotki zgodnie z zaproponowanym projektem. Zgłoszeń było kilkanaście, ale mi w oko wpadł szczególnie jeden – miętowa/pistacjowa słoniczka z czerwonym sercem na grzbiecie i granatowa kokardką na ogonku.

maskotka słonik

Tak, tak – jak łatwo się domyślić, to ten projekt właśnie wygrał. Spodobał mi się jeszcze bardziej, gdy pomyślałam sobie, że jeszcze nigdy nie wykonywałam szydełkowego słonika, że taki projekt to spore wyzwanie, a wszak ja takie uwielbiam. Słoniczka powstawała w dość nietypowy sposób. Cała, za wyjątkiem uszu i ogonka, powstała z jednego kawałka robótki – nie było żadnego zszywania elementów, a to bywa czasem dość nużące. Jak będę tworzyła kolejnego słonika, to z chęcią przygotuję też mały tutorial. Nie mogło zabraknąć oczywiście czerwonego serduszka (tu pokazywałam, jak je wykonać).

Dostałam informację, że słoniczka przypadła do gustu i co więcej stała się maskotką-fantem w licytacji. Pieniądze zostały przekazane na rehabilitację. Cieszy mnie to bardzo, że to kolejna moja szydełkowa maskotka z misją. Liczę na to, że się dobrze spisała i sprawiła, że pieniążków przybyło.

lalka maskotka

LALKA SZYDEŁKOWA


Patrzę przez okno – piękne słońce świeci, może już nie tak mocne, jak w pełni lata, ale piękne. Zdawać by się mogło, że upał na dworze, ale termometr mówi co innego, że zaledwie 18 stopni – rankiem wskazywał 5 stopni. Przyznam szczerze, że taka temperatura dużo bardziej mi odpowiada niż upalne 30. Trzeba korzystać z tego hojnego lata, ile się da, bo nie wiadomo, co nam jesień zgotuje. Dlatego wczoraj (przy okazji odwiedzin u rodziców męża) wybraliśmy się na przepiękne wrzosowisko na wydmach. Cudny to widok – polana na wzgórzu usłana młodymi brzozami i wrzosami. Do tego jasny piasek, las, słońce i ogrom przestrzeni, by Zuzka mogła się wyhasać. Uwielbiam to miejsce – wycisza myśli, uspokaja i dotlenia. Oczywiście nie wróciłam stamtąd z pustymi rękami – parę wrzosowych gałązek już zdobi mieszkanie. Mimo wszystko wolę, żeby jesień (ta deszczowa i pochmurna) przyszła do nas jak najpóźniej.

A jeśli o słońcu mowa, to jeszcze jeden mały słoneczny akcent. Lalki pojawiają się w Czarodziejskiej Chatce dość rzadko, więc jak tylko nadarza się okazja, by stworzyć kolejną, to zabieram się za jej wykonanie z wielkim zapałem – choć przyznam szczerze, że wykonanie włosów może trochę zniechęcać – nie jest to sprawa szybka, czy łatwa. Tym razem lalka Helenka zmieniła nieco swój wygląd, a dokładniej mówiąc – strój. Udało mi się wykonać zdjęcia w wyjątkowo słoneczny dzień, więc ten jej żółty swterek i kokardka we włosach nabrały jeszcze bardziej świetlistego charakteru.

A lalkę zgłaszam na wyzwanie „Zaplątane-wyplatane” organizowane w Szufladzie.

 

szydełko kotek

ŚPIĄCY KOTEK


Czy odzwyczajaliście się kiedyklwiek od kawy? Ja właśnie jestem w trakcie i w sumie to dziwnie u mnie z tym kawy piciem jest. Nigdy nie lubiłam smaku kawy (nieważne, czy czarna fusiasta, czy z ekspresu, czy z mlekiem, czy z cukrem, czy rozpuszczalna). Podobał mi się za to, od zawsze, zapach świeżo mielonej kawy. Z natury jestem niskociśnieniowcem, co oznacza, że przyszedł kiedyś taki momemnt, że postanowiłam wypróbować jej potencjał podniesienia ciśnienia. Bywały momenty, że się udawało i na jakiś czas dostawałam taki mały zastrzyk energii, ale wiadomo, jak to z kawą jest – pobudza na moment i za chwilę znowu odczuwamy spadek formy, więc najlepiej pić ją małymi łyczkami i przez cały dzień aktywności. Piłam więc, bo zdawało mi się, że dzięki niej nie zasypiam nad pracą. Jednak filiżanka przestała jednak działać, więc pojawiła się kolejna w ciągu dnia – smak nadal nie powalał, ale cała ta otoczka – kawa na dobry początek dnia (jako taki „starter”), kawa podawana gościom przy miłych okazjach, kawa pita z eleganckich filiżanek, kawa, jako wyznacznik wolnej chwili… Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z Instagrama – mnóstwo tam takich złapanych pięknych chwil przy kubku/filiżance kawy. Kawa niesie ze sobą miłe skojarzenia. Dla Was też?

Jest jeszcze druga strona medalu. Z jednej strony moje niskie ciśnienie, z drugiej – migreny. Wiedziałam, że kawa wcale nie pomaga, a wręcz przeciwnie – wzmaga bóle. Co więcej kawa należy do tych używek, które wypłukują potas i magnez z organizmu – stąd nieco błędne koło – piłam kawę, by przestać być ospała, ale okradałam się w ten spośób z magnezu i potasu, który poprawia koncentrację, korzystanie wpływa na układ nerwowy i mięśniowy. W pewnym momencie uznałam, że czas to przerwać. Teraz właśnie jest ten moment. Rytułał przygotowywania kawy można z powodzeniem zastąpić kawą zbożową – z mlekiem jest wprost wyśmienita. Dodatkowo dostarcza potas, magnez i inne składniki odżywcze. Wiem, że najtrudniejsze są pierwsze dni, kiedy to organizm przyzwyczajony do stałej pory dostarczania kofeiny zaczyna się buntować i manifestuje to sennością i szybszym spadkiem formy. Mam nadzieję, że dam jednak radę i nie pójdę w ślady kota, którego jakiś czas temu wydziergałam – śpioch z niego nie z tej ziemi.

A propos kota – któregoś dnia zwrócił się do mnie pewien pan z pytaniem, czy nie mogłabym wyszydełkować śpiącego kotka. Gdy jego syn był malutki miał takiego melanżowego kotka (szarość + biel). To była jego najukochańsza maskotka, z która się nie rozstawał. Za chwil parę miał mu się urodzić synek. Dziadek postanowił więc powitać go na świecie właśnie taką unikalną maskotką, a jednocześnie podobną do tej, z którą zasypiał jego syn w dzieciństwie. Zgodziłam się, bo tego typu historie uwielbiam, a wykonanie kotka potraktowałam, jak pewnego rodzaju misję.