LEKCJE FOTOGRAFII U NATALII


Nie ulega wątpliwości, że to opakowanie sprzedaje produkt – dla mnie stało się to jeszcze bardziej oczywiste w chwili, kiedy wystartowałam z Czarodziejską Chatką. Od tamtej pory staram się jeszcze mocniej, by w ciekawy i ładny sposób zaprezentować swoje szydełkowe wytwory. Jestem zupełną amatorką, jeśli chodzi o fotografowanie i raczej poznaję jego tajniki podczas pracy – na bieżąco – wciąż jednak dostrzegam sporo braków, dlatego tym bardziej cieszę się, że trafiłam na ebook „Lekcje fotografii” Natalii Sławek. Jej bloga śledzę od dawien dawna i bardzo cenię sobie treści, które się tam ukazują – głównie te poświęcone podstawom fotografowania. Czuję i widzę, że mam do czynienia z profesjonalistką.

PARAMETRY EKSPOZYCJI

„Lekcje fotografii” podzielone są na kilka części – „Poznaj swój aparat”, „Kolory”, „Kompozycja”, „Ostre zdjęcia”, „Fotografia mobilna”, „Parametry ekspozycji”, „Perspektywa – głębia”, „Photoshop – podstawy”. Oczywiście dla mnie, jako laika wszystkie okazały się obowiązkowe. Po pierwsze bardzo zależało mi na tym, by poznać podstawy, bez których nie ma sensu ruszanie z miejsca.  Zaczęłam, więc od lekcji nr 1 – Parametry ekspozycji. Od zawsze miałam problem z zastosowaniem teorii fotografii (o przysłonach, czasach naświetlania, ISO, ekspozycji) w praktyce – czytałam o tym wielokrotnie, ale wciąż nie mogłam ułożyć sobie tego w jedną spójną całość – zazwyczaj nigdy nie czytałam do końca, bo te wszystkie technikalia mocno mnie odstraszały. Na lekcji u Natalii wreszcie zrozumiałam, że to wszystko ma sens i całość oddziałuje na jakość wykonywanych zdjęć. Wreszcie zrozumiałam, w czym rzecz.

Sprawa najwyższej wagi – myśl o parametrach ekspozycji, jak o wierzchołkach trójkąta.

ebook „Lekcje fotografii” Natalia Sławek

Niezwykle ważne, że to nie tylko sucha teoria, bo w ebooku znalazły się też ćwiczenia, które namacalnie pozwoliły mi wykorzystać wiedzę, podczas fotografowania. Dzięki wykonaniu ćwiczeń wszystko stało się bardziej oczywiste i zrozumiałe. Tu wielki plus dla autorki, że nie ograniczyła się jedynie do przedstawienia teorii, a okrasiła lekcję ilustracjami i propozycjami ćwiczeń – jak w całym podręczniku zresztą.

 JAK ROBIĆ ZDJĘCIA TELEFONEM?

Wielokrotnie zauważyłam już, że w trudnych warunkach pogodowych mój smartphon wykonuje dużo lepsze zdjęcia niż aparat cyfrowy. Ten wniosek sprawił, że kiedy wykonuję sesje swoim maskotkom zdecydowanie częściej sięgam właśnie po telefon. Lekcja Natalii świetnie więc wpisała się w moje potrzeby uzupełnienia wiedzy w tym zakresie i przede wszystkim pokazała, jak wycisnąć wszystko, co się da z mojego telefonu i zminimalizować jego pewne niedoskonałości. I tu też oczywiście mamy okazję wykonać kilka ćwiczeń, które pokazują różnice wynikające z ustawień telefonu.

jak-robic-zdjecia-telefonem

GŁĘBIA OSTROŚCI

Fotografując do tej pory działałam najczęściej po omacku i zgodnie z metodą prób i błędów – najgorsze, że przy każdej kolejnej sesji musiałam na nowo te moje błędy powielać. Patrzyłam z niedowierzaniem na rozmyte tło i ostry pierwszy plan i odwrotnie, pytając samej siebie – „jak to mi się udało?”. Po zapoznaniu się z lekcją Natalii na temat głębi ostrości wiem już, jak wyostrzyć pierwszy plan i rozmyć tło – zupełnie świadomie – w końcu panuję nad aparatem. Wiedzieliście na przykład, że przysłona działa podobnie, jak ludzkie oko i że łatwo to sprawdzić, a potem po prostu wykorzystać przy fotografowaniu?

Jestem pełna podziwu zarówno dla treści ebook’a „Lekcje fotografii”, jak i dla oprawy graficznej – wiedza podana w bardzo estetyczny sposób, ze starannie przygotowanymi ilustracjami, pisana ludzkim językiem (Natalia pokazała, że to, co czysto techniczne w fotografice da się przełożyć na polski : ) ) – przejrzyście z zachowaniem całej potrzebnej merytoryki.

Wiem, że nie od razu Kraków zbudowano i nagle moje zdjęcia nie staną się perfekcyjne, ale po zapoznaniu się ze wszystkimi lekcjami fotografowania, jestem dobrej myśli. Nie będę już bezmyślnie „pstrykać” zdjęć, ale z pełną świadomością wykonywać zdjęcia swoim maskotkom. Wiem już, że nad wszystkim da się zapanować i, że na ostateczny efekt ma wpływ wiele czynników, o które należy zadbać, o ile zależy nam na wartościowych zdjęciach. Zamierzam, więc powracać jeszcze do każdej z lekcji i stopniowo sprawiać, żeby moje fotografie stawały się coraz lepsze. Zaczynam od dziś, więc mam nadzieję, że będziecie mogli wkrótce ujrzeć moje dążenie do perfekcji : )

SZYDEŁKO DLA POCZĄTKUJĄCYCH


Moje pierwsze kroki w szydelkowaniu poczyniłam kilka lat temu – nie do końca wiedziałam jeszcze wtedy, jak trzymać szydełko, by dziergało się miło i szybko. Przemierzałam Internet wzdłuż i wszerz, by poznać różne ściegi, a potem móc je dobrze wykorzystać. Żałuję, że nie miałam wtedy dostępu do ksiązki – kompendium wiedzy szydełkujących, w którym znalazłabym odpowiedzi na nurtujące mnie wtedy pytania. Przyznam, że już wtedy szukałam takiej pozycji, w której miałabym wszystko, co o szydełku powinnam wiedzieć, jako początkująca.

Niedawno ukazała się na rynku pozycja książkowa, jako wydanie specjalne „Mollie potrafi” – „Szydełko dla początkujących”. Co prawda nie mogę siebie nazwać już początkującą, ale po tę książkę sięgnąć musiałam – chociażby po to, żeby sprawdzić, czy w mojej wiedzy o szydełkowaniu nie ma przyoadkiem jakichś braków (na pewno są rzeczy, których jeszcze nie wiem – na pewno), a po drugie, żeby móc wreszcie wskazać osobom rozpoczynającym swoją przygodę z szydełkowaniem, jedno miejsce zgłębiające tajniki szydełkowania.

img_20161013_083413

Jak to bywa z tego typu książkami/podręcznikami – nie da się jej przeczytać od deski do deski, bo też w końcu nie jest to wciągająca historia, która spędza sen z powiek, choć z drugiej strony samo szydełkowanie ma już takie możliwości i nie zdziwię się, jeśli ktoś potraktuje tę pozycję właśnie jako sposób na senność : ) Jedno jest pewne po książkę powinni sięgnąć wszyscy, którzy czują, że ich szydełkowanie nie jest najwyższych lotów, bo np. nie pamiętają już jak wykonuje się słupek, czy słupek podwójny i za każdym razem potrzebują zajrzeć do zakamarków internetu (a to jednak zabiera więcej czasu, niż sięgnięcie do książki). Albo ci, którzy chcieliby poczuć się profesjonalistami i zdobyć wiedzę na temat rodzajów włóczek/szydełek i ich doboru do róbótek. Albo wreszcie ci, którzy chcieliby nauczyć się szydełkowania – tak po prostu. Ta książka powstała właśnie z myślą o nich.

Szydełko dla początkujących

SŁÓW KILKA O SZACIE GRAFICZNEJ

Uwielbiam zapach książek (należę do ludzi, którzy upatrują znacznie więcej zalet papierowych wydań książek niż w pozycjach elektronicznych), więc po 1) druk pięknie pachnie, po 2) jest bardzo czytelny, po 3) ilustracje, które znajdują się w książce zaspokajają  w pełni moje zmysły (w tym także estetyczny). Okładka nie jest twarda, do czego przyzwyczajają powoli wydawcy poradników – nie wiem, czy to wada, czy zaleta – zależy, co kto lubi. Na pewno dzięki temu jest lżejsza i bardziej poręczna. Format A4.  164 strony.

CZEGO MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ?

Spis treści „Szydełka dla początkujących” jest dość pokaźny – tu można zapoznać się z całym. Z pewnością każdy, kto dopiero zaczyna naukę szydełkowania znajdzie tu dla siebie wiele przydatnych informacji, m.in. jak wykonać podstawowe ściegi szydełkowe (wszystkie ładnie zademonstrowane na zdjęciach, co z pewnością ułatwia naukę), jak zwężać i poszerzać robótkę, jak łączyć kolory w robótce, jak szydełkować po okręgu (to podstawa do wykonania maskotek, serwetek i np. koszyków). Ważna sprawa – wszystkie opisy i zdjęcia wykonań ściegów przedstawione są zarówno dla praworęcznych, jak i leworęcznych.

Szydełko dla początkujących

szydełkowanie dla początkujących

Niezwykle fajną sprawą, która motywuje do nauki, a jednocześnie staje się ćwiczeniem, są propozycje szydełkowych projektów, które można wykonać dla wprawki – np. kwadrat babuni (w książce znajdziemy schemat, oczywiście dowiemy się też, jak owy schemat przeczytać), girlanda z trójkątów, czy maskotka.

Największą zaletą książki jest to, że mamy wszytko, co potrzebne (usystematyzowana wiedza przekazana w bardzo przystępny sposób – nie trzeba czytać książki kartka po kartce – sami możemy zadecydować o kolejnych krokach wtajemniczenia) zebrane w jednym miejscu – naprawdę brakowało takich książek na polskim rynku. Warto jeszcze wspomnieć o cenie – jak na takie solidne źródło wiedzy – jest naprawdę niska. Książka kosztuje 19,90 zł (przesyłka gratis). Dla miłośników e-wydań istnieje także elektroniczna wersja w cenie 12,50 zł. Zamówienia można dokonać na stronie ulubionego kiosku. Można tam także przejrzeć całą książkę – gdybyście jeszcze zastanawiali się nad zakupem.

miś ręcznie tworzony

KOMEDIE ROMANTYCZNE I MIŚ DLA JASIA


Dawno dawno temu uwielbiałam oglądać komedie romantyczne. Im bardziej romantyczne, tym lepiej. Mocno też wierzyłam wtedy w to, że takie romantyczne historie zdarzają się naprawdę – musiałam mieć wtedy niewiele lat – obstawiam czasy licealne i wczesno studenckie : ) I tak, jak kiedyś śledziłam bacznie tego typu kino, tak dziś oglądam je sporadycznie (raczej z braku czasu), ale przyznam szczerze, że wciąż lubię wszystkie te ckliwe historie z pięknymi zakończeniami, zbiegami okoliczności i z przeznaczeniem w tle.

Każda kobieta była kiedyś małą dziewczynką. A każda mała dziewczynka piastuje w swoim sercu najskrytsze marzenia. Marzy o porwaniu w wir romansu, o odegraniu niezastąpionej roli w wielkiej przygodzie, o roli Pięknej w czyjejś historii. Te pragnienia są czymś więcej niż dziecięcą zabawą. Stanowią sekret kobiecego serca.

Dziś jednak oglądam je z nieco większą świadomością, że głównym zamiarem reżysera było to, żeby przenieść widza w świat marzeń i ideałów – tak, żeby zazdrościł bohaterom takiej niezwykle barwnej codzienności, takiego strzału amora, wreszcie takiej bajkowej miłości. Żeby oglądając myślał sobie „jak ja chciałabym być tak kochana, tak przez kogoś szukana, podziwiana, uwielbiana”. Myślę sobie, że oglądanie komedii romantycznych mocno szkodzi rzeczywistości – człowiek zaczyna porównywać to, co ma, z tym, co wyidealizowane w filmie.

Gdy robiliśmy ślubne plany, moja matka udzieliła mi rzadkiej rady, w tym przypadku jej małżeńskiej rady. Rada była dwojaka. Po pierwsze, miłość wyfruwa przez okno, jeśli na stole nie ma wieprzowych kotletów. Po drugie, utrzymuj w czystości podłogę w kuchni, to sprawia, że cały dom wygląda lepiej. Zrozumiałam, o co jej chodzi.

„Urzekająca – odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy” – Eldredge John, Stasi

W pewnym momencie zaczyna się przeceniać to, co wymyślone, nie dostrzegając tego, co ma się na co dzień. Romantyzm zaczyna brać górę nad rozwagą. Choć czasem i tego mocno – nam kobietom – potrzeba. W końcu to są sekrety kobiecego serca i nie można się ich wyrzec, ale warto też spojrzeć na te nasze kobiece tęsknoty (często przed światem nienazwane) w rozsądniejszy sposób – dla naszego dobra. Przecież nie każdy mężczyzna musi przynosić codziennie bukiety kwiatów swojej ukochanej. Nie każdy musi kombinować, jak tu miło zaskoczyć swoją kobietę. Nikt nikogo nie musi porywać. Miłość czasem jest cicha – bez szumu, magicznej oprawy i fajerwerków – po prostu sobie jest – często w tej najzwyklejszej codzienności.

Ilekroć zasiądę do oglądania komedii romantycznej muszę mieć to na uwadze, bo czasem zdarza mi się mierzyć wszystko jedną miarą i za bardzo fantazjować – lubię to niemiłosiernie : ) Wam też?

A wyżej taki mały dowód miłości – miś dla małego Jasia : ) Do przytulania i kochania. Miś mierzy 26 cm wysokości. Ma śmieszny mięciutki pluszowy nosek i jest rękomisiem, jak się patrzy : )