TOREBKA DO I KOMUNII


Im częściej zdarza mi się przeglądać znajome blogi i przebywać na inspirujących portalach, tym bardziej zaczynają mi się marzyć kolorowe wnętrza. Ostatnio też coraz mocniej doceniam estetykę Fridy Kahlo – mnóstwo tam miejsca na energetyczne i soczyste kolory. Podziwiam elementy folkloru we wnętrzach – kwieciste poduszki, motywy roślinne na ścianach, kontrastujące ze sobą kolory i desenie. Nie wiem jednak, czy mogłabym mieszkać w tak energetycznych wystrojach. Na razie przemycam turkus do salonowych brązów i beżów. Mam też kilka żywych kolorystycznie szydełkowych kwadratów, które kiedyś tam pewnie stworzą poszewkę (tak, tak – wiem, że nie skończyłam jeszcze nawet pledu, który zaczęłam tworzyć ponad rok temu). W Zuzkowym pokoju dzielonym z moją pracownią nie brakuje natomiast kolorów. Dominuje tu błękit i biel, które fajnie współgrają z pastelowymi kolorami różu i mięty. Fajnie mi się tu pracuje, a Zuzi bawi/bałagani. Lubię ten styl.

Mam też nadzieję, że wydziergana ostatnio przeze mnie torebeczka komunijna również dopełniła stylu. Cała biała z motywem afrykańskiego kwiatu, jakie mam w zwyczaju szydełkować, a charakteru dodają bigle z sercowym zapięciem w srebrnym kolorze. W miniony weekend miała swoją premierę.

Kocie podstawki


Jak ja uwielbiam pastele – nie wiecie pewnie nawet, jak bardzo i już nawet nie chodzi o modę na nie. Po prostu. Uwielbiam pudrowe cukierki i w smaku i w kolorach. I choć naszprycowane licznymi E, to od wielkiego dzwonu Zuzia potrafi mnie na nie namówić i kupuję, bo to taki smak dzieciństwa, a dodatkowo właśnie te pastele. W koszykach i pudłach pełno u mnie włóczek w takich odcieniach właśnie i gdy mam wybór, to po nie najczęściej sięgam. Ostatnio, na przykład, wyszydełkowałam drugi komplet kocich podstawek. Sięgnęłam po róż, pastelowy róż i delikatny fiolet.

Od jakiegoś czasu chodzą za mną także szydełkowe serwetki – delikatne, małe, kolorowe. Bardzo cenię sobie białe koronkowe serwetki, ale te na mieszkaniową codzienność wydają mi się mniej odpowiednie we wnętrzach niż pastelowe właśnie. Białe są niezwykle eleganckie, a ja chciałabym, by raczej było swojsko i mniej klasycznie. Wprowadzam teraz do salonu miłe dla oka turkusy i pistacjowe odcienie. Lubię je bardzo w połączeniu z brązem i kolorami ziemi. A wiecie kto dla mnie jest inspiracją do kolorowych poczynań? Oto Happy Forms

Simple Stylish. Robótki na drutach


ocieplacz na kubek

Nie pamiętam już, ile razy podchodziłam do nauki na drutach – za każdym razem z większym zapałem i większą motywacją, bo ściegi na drutach niezwykle mi się podobają – nawet te podstawowe i najprostsze. Kilka razy co najmniej, ale zazwyczaj kończyło się to tym, że ucieszyłam się wielce, że umiem już dziergać oczka prawe, oczka lewe i kończyć robótkę. Potem druty odchodziły na bok, bo w końcu to szydełko skradło moje serce. Pewnie nie wróciłabym do nich za szybko, gdyby nie nowe czasopismo, które pojawiło się ostatnio w kioskach – „Simple Stylish. Robótki na drutach”.

Muszę się Wam pochwalić, że dostałam od wydawnictwa DeAGOSTINI dwa pierwsze numery – być może i Wy je macie. Dotarło do mnie ozdobne pudło wyłożone czarnym futerkiem, z kotkiem na obrazku i pięknie zapakowanymi numerami. Pudełko już znalazło zastosowanie, a i włóczki zostały dobrze spożytkowane.

Co sądzę o samym czasopiśmie? Zwróciło moją uwagę już kiedy pierwsze reklamy pojawiły się w telewizji. Trzymając w ręku kolejne numery mogę napisać, że czasopismo jest pięknie wydane – fajny papier, cudne ilustracje, które niezwykle zachęcają do sięgnięcia po druty i spróbowania swoich sił, nawet jeśli poprzednie próby skończyły się klęską. Bo któż może się oprzeć zdjęciom wełnianego otulacza z liskiem, czy energetycznej poszewce na poduszkę wykonanej efektownym ryżowym wzorem? No ja nie mogłam przejść obok tego obojętnie.

Czasopismo ma służyć do nauki dziergania na drutach i przyznam szczerze, że mając w pamięci poprzednie nauki nieco ciężko mi było zrozumieć lekcję robienia oczek prawych i lewych prezentowaną w pierwszym numerze. Wiem jednak dlaczego. Czasopismo przedstawia nieco inny sposób dziergania (a także nabierania oczek), a ja znałam inną metodę i cały czas próbowałam naginać to, co przeczytałam w „Simple Stylish” do tej znanej mi metody. Jestem jednak przekonana, że osoby, które nigdy nie trzymały drutów w rękach, niespaczone wiedzą sprzed laty z pewnością poradzą sobie i za pomocą oczek prawych, lewych i ich różnorakim kombinacjom stworzą świetne dodatki do domu.

Do czasopisma dołączane są bardzo dobrej jakości włóczki (50% akryl + 50% wełna) o modnych kolorach, a w pierwszym numerze znajdziemy także drewniane druty 4 mm, a więc wszystko to, co potrzebne jest do pierwszych lekcji „drutowania”. Docelowo z włóczek może powstać ciepła wielobarwna narzuta z elementów (w każdym numerze opis wykonania konkretnych kwadratów), ale ja porwałam się na wykonanie wełnianych otulaczy na kubek. Co więcej wciągnęłam w dzierganie także moją mamę, która robiła na drutach dawno temu. Powstało, więc kilka w różnych wersjach kolorystycznych.

Cieszę się bardzo, że wydawnictwo nie poprzestało jedynie na wydaniu czasopisma, ale publikuje także w Internecie filmiki z tutorialami, uczącymi, jak wykonać dany ścieg. To bardzo ułatwia naukę, zwłaszcza tym, którzy wolą zobaczyć, a nie tylko przeczytać. I jedno wiem, że robienie na drutach wcale nie jest takie trudne, a efekt? Od zawsze uważałam, że ściegi na druty są dużo bardziej szlachetne niż te szydełkowe, choć jedne i drugie są oczywiście niepowtarzalne i dają zupełnie inny rezultat.