Dzbankowe ocieplenie


Na chwilę porzuciłam filc i inspirując się tym pięknym słońcem za oknem wyszydełkowałam mały kuchenny dodatek – oczywiście z domieszką koloru żółtego. Wydziergałam wdzianko – ocieplacz na herbaciany dzbanuszek – od jakiegoś czasu chodziło mi to po głowie i spać nie pozwalało : ) Nie jest może za bardzo funkcjonalny (no bo przecież i tak ciepła – wbrew nazwie – nie utrzyma), ale myślę, że funkcja ozdobna – spełniona.

Kubraczek składa się kilku szydełkowych kwadratów. Jeśli macie ochotę na wykonanie takich kwadratów, to oddaję w Wasze ręce tutorial. Połączyłam kolor żółty, szary i biały. Doszyłam dwa drewniane guziki. Całość prezentuje się, jak na załączonym obrazku.

page

To kolejna rzecz z serii – mała, a cieszy oko – przynajmniej moje. I kolorystycznie pasuje do szydełkowej łapki, którą niedawno pokazywałam. Planuję też jeszcze, dla uzupełnienia kompletu, wyszydełkować takie mniejsze ocieplacze na kubki. Będzie szaro- żółto na całego! : ) Wspaniałego weekendu życzę.

Szydełkowa zajawka i moje malowanie


Dylematów rodzicielskich ciąg dalszy i choć Zuzia nie jest już dawno niemowlakiem (ma 3 lata), to wciąż staję przed jednym z nich – czy gdy kaszle i ma katar (bez gorączki i innych niepokojących objawów) udać się z nią do lekarza, czy lepiej nie (bo złapie jakieś inne paskudztwo na poczekalni) – czy dalej leczyć lekami, które dostałaby pewnie od lekarza, czy jednak iść i upewnić się, że dostanie te same…No właśnie – Zuzka pokasłuje (najbardziej wieczorem i trochę w nocy – momentami mam wizję zapalenia płuc/oskrzeli, itp., ale gdy widzę, jaka jest radosna i jak fajnie się bawi (nawet katar nie przeszkadza, to myślę, że to jednak nic takiego). Iść, czy nie iść? Raczej iść – niech pani doktor osłucha – dla własnego (naszego) spokoju.

Dylematy dylematami, a obiecałam pokazać, jak bawiłam się w malarza i jak potraktowałam półki ścienne, które nijak nie pasowały do całości. Zdjęcie “przed” (to pierwsze) i “po” (mały kolaż)- proszę bardzo. : )

Pokój jest delikatnie nieproporcjonalny – taki prostokąt – dłuższy niż szerszy, ale za to pięknie wpada do niego światło. To takie nasze małe królestwo (moje i Zuzi). Dla Zuzi pokój zabawowy (choć zabawki i tak “biegają” po całym mieszkaniu), a dla mnie – mała pracownia, w której mogę  wieczorami “zamknąć się” sama na sam z szydełkiem i trochę podziergać = kocham te chwile.

zabielone

Dla pożądanego efektu musiałam położyć 3 warstwy farby, a wiedzieć musicie, że nie przygotowywałam jakoś specjalnie powierzchni, którą malowałam – jedynie odtłuściłam. “Próba paznokcia” przeszła (na szczęście) pomyślnie – warstwa białej farby dobrze trzyma się na okleinie półek. Z efektu jestem zadowolona – teraz za to krzesło takie jakieś nie-białe : ) Będę pewnie jeszcze działać.

I jeszcze taka mała zajawka tego, co teraz zabiera mi resztkę wolnych chwil. Chyba nie zgadniecie, co to (chyba raczej na pewno nie).
zajawka

“Niebieskości” – granny square z kwiatkiem


Skończyłam dziergać elementy w niebieskościach – nawet już je połączyłam. Pierwotnie miałam stworzyć z nich poszewkę na poduszkę, ale chyba przez moment posłużą, jako “obrusik” – dopóki nie zechce mi się wyciągnąć maszyny do szycia : ) Jego wysokość niebieskość na dobre zagościła w pokoju Zuzi (jednocześnie też mojej pracowni) i chyba dość dobrze współpracuje z bielą.

PicMonkey Collage1

Kwadraty dziergałam na podstawie schematu granny square z kwiatkiem. Schemat do obejrzenia o TUTAJ.

PicMonkey Collage3

żeby wesprzeć nieco te kolory, w sobotę wybraliśmy się do IKEI. Zakupy się udały, bo do domu przyjechało z nami biurko i kilka drobiazgów. Biurko oczywiście białe, z szufladami, przez co świetnie udało mi się zmieścić moje małe szydełkowe królestwo. Składanie biurka nie obyło się bez problemów, bo Zuzia, jako, że uwielbia, jak coś się dzieje, “pomagała” nam, jak mogła. Zatroszczyła się o to, żeby elementy, które mieliśmy do złożenia szybciej znalazły swoje miejsce. Włożyła kilka tych do mocowania półek w wolne (niewykorzystane) dziurki – pewnie aż prosiło się, żeby je czymś wypełnić. Kiedy złożyliśmy już prawie całe biurko, okazało się, że nie mamy, na czym położyć półek. Szukaliśmy wszędzie, a Zuzia pytana, czy nie widziała “o takiego czegoś” odpowiedziała z pewnością, że nie. W końcu zaczęłam szukać w biurku i przypadkowo zauważyłam, że owe małe elementy wystają z tych dziurek. Namęczyliśmy się nieźle, żeby je wydostać – pasowały tam, jak ulał …ach te dzieci… : )

Może następnym razem pokażę, jak zmieniło się moje miejsce pracy i jak współdzieli przestrzeń z zabawkowym światem Zuzi.