O TYM, JAK RODZI SIĘ PASJA

O tym, jak rodzi się pasja wie na pewno każdy z Was, bo mogliście z pewnością odczuć owe narodziny na własnej skórze. Ja – też. Mam ochotę podzielić się z Wami tym, jak u mnie kształtowała się kreatywność i jak różna była w różnych momentach mojego życia.

KREATYWNOŚĆ PRZEDSZKOLNA

Jako pedagog jestem zdania, że to najmłodsze lata naszego życia kształtują najmocniej naszą osobowość i mają ogromny wpływ na to, jakimi dorosłymi kiedyś będziemy. Czas przedszkolny to świetny moment, by odkryć pewne zainteresowania dziecka, jego talenty i czułe punkty. Przyznam szczerze, że nie pamiętam za dobrze mojego okresu przedszkolnego – żadnego zmuszania do owsianki, ani płaczów po porannych pożegnaniach z rodzicami za to np. szczegół – jak podczas jedzenia zupy wypadł mi mleczny ząb i jak strasznie płakał pewien chopiec, którego na początku brałam za dziewczynkę.

A o samej sobie tyle – widzę małą dziewczynkę z długimi kucykami związanymi gumką-kwiatem i dołeczkami w policzkach. Przypominam sobie jej marudzenie, gdy mama czesała jej włosy i zaplątywała warkoczyki. I jeszcze jedzenie śniegu z kolegami i koleżankami w zimowych sceneriach na placu przed przedszkolem. Jakieś „układy taneczne” do „oj ty, ty, oj ty, ty, za koszyczek zapłać mi…” i śpiewy na przedszkolnych występach. I jeszcze recytacje dziecięcych wierszy Brzechwy – podobno znałam całe mnóstwo – ale tak maja chyba wszyscy w takim wieku. To tyle, jeśli chodzi o tę dziecięcą kreatywność w przedszkolu. Bardzo lubiłam malować i często, w chwilach tej największej dziecięcej nudy, zadręczałam mamę pytaniami – „co mam namalować?”. Ach i jeszcze uwielbiam wymyślać zabawy i ich zasady.

TWÓRCZOŚĆ SZKOLNA

Znacznie większa kreatywność zrodziła się potem – w czasach późno-przedszkolnych i wczesnoszkolnych. Umiejętność pisania i czytania otworzyły przede mną wrota do niezależności i ogromnych pokładów wyrażenia siebie. Tak, tak. W domowym zaciszu powstała moja mała „drukarnia”, która wydawała tygodnik „To my”. Nakład wynosił całe 2 egzemplarze, ale za to rozchodziły się one, jak świeże francuskie croissanty. Ręcznie malowane ilustracje, bogato zdobione strony, ciekawostki ze świata i nauki, krzyżówki, dowcipy, wiadomości z pierwszej ręki – to musiało się udać. W międzyczasie byłam znaną polską dziennikarką radiową i pomysłodawcą utworzenia nowego programu radiowego – „Radio Tęcza”. Wywiady ze „znanymi ludźmi”, wiadomości, pogoda, dobra muzyka, poradniki, jak pielęgnować kwiaty, jak porządkować mieszkanie, liczne konkursy – wszystko to na szpuli magnetofonu Unitra – do dziś mogę odsłuchiwać. Niezmierzone pole do rozwoju kreatywności i pomysłowości. Oprócz tego potrafiłam godzinami czytać książki i wymyślać najbardziej wymyślne scenariusze zabaw. Muszę wspomnieć także, że miałam za sobą karierę stylistki. Moje lalki prawie codziennie bywały w moim salonie – czesanie, farbowanie i ścinanie włosów, do tego szycie przedziwnych ubrań. Lalki bardzo sobie chwaliły takie usługi, no może za wyjątkiem jednej, która z blond piękności stała się czerwonowłosym postrachem dla okolicznych  Ken’ów.

LICEUM I POEZJA

W czasach licealnych zauważyłam u siebie dość spore zmiany osobowościowe – w końcu człowiek zaczynał powoli dojrzewać i małymi kroczkami wchodzić w świat dorosłych. Nosiłam się w brązach i beżach (nie wiem, skąd ten pomysł, że to kolory francuskich kobiet). Nigdy nie lubiłam poezji (nie piszę tu o dziecięcych rymowankach, czy rymach częstochowskich). Szkoła nie potrafiła nią zainteresować, bo nie za bardzo miała na nią pomysł. Wszystko sprowadzało się do pytania „co poeta miał na myśli?” i na szukaniu jedynie słusznej interpretacji wiersza. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to się stało, że nagle zaczęłam odczuwać poezję po swojemu. Wiem, że miałam jakąś taką małą potrzebę wyrażenia swoich myśli, tęsknot, marzeń, żali właśnie w taki poetycki sposób. Zaczęło się. Dużo czytałam i pisałam na papierowych stronach. Udzielałam się na forach internetowych. Pracowałam nad stylem, aby pewnego razu poczuć, że jestem gotowa pokazać innym te moje wyrzuty uczuć i emocji. Kiedy byłam na studiach udało mi się znaleźć wydawcę i chwilę potem mogłam cieszyć się własnym debiutanckim tomikiem „Słone paluszki”. Do dziś patrzę na niego z wielkim sentymentem. Do dziś podoba mi się jego minimalizm, okładka, ilustracje tworzone specjalnie pod moje teksty i ten zapach kartek…

DOROSŁOŚĆ

Byłam przekonana, że ta moja fascynacja poezją nie będzie miała końca, że wreszcie znalazłam swoją pasję i że już zawsze będę pisała. Poezja przywarła do mojej duszy, niczym rzep (jakkolwiek górnolotnie i banalnie to brzmi). Zaczęłam przygotowywać teksty do kolejnego tomiku i odczuwać ogromną satysfakcję, gdy pytano mnie o to, kiedy będzie wydany, czytać opinie czytelników na temat poprzedniego tomiku,  spotykać na księgarnianych półkach znajomą nagą dziewczynę z okładki… O jakże się myliłam. Na horyzoncie pojawiła się miłość i to ona jest wszystkiemu winna. Nie było już w duszy takich smętnych uczuć i tego, co było inspiracją do pisania. W jednej chwili skończyło się. Miałam trochę żalu, ale czy można złościć się na szczęście? Potem małżeństwo, narodziny Zuzi i brak czasu. Wciąż szukałam jednak czegoś, co pozwoliłoby mi wykazać się kreatywnością, bo jak człowiek raz ją u siebie odnajdzie, to już zawsze będzie potrzebował tworzyć – „czasami człowiek musi, inaczej się udusi”. W tym czasie bardzo zainteresowała mnie tematyka stron internetowych. Kiedy rozpoznałam temat zaczęłam je tworzyć, dorzucając do tego moje zamiłowanie do słów. Pisałam teksty copywriterskie, wymyślałam hasła i nazwy. Tworzyłam strony www.  Na samym końcu pojawiło się szydełkowanie – zupełnie w samą porę. Dalsza historia jest Wam znana.

Dziś nie pracuję w zawodzie (nauczyciela reedukatora), ale spędzam 8 godzin dziennie w biurowcu firmy tworzącej oprogramowanie, nie pisuję wierszy, od czasu do czasu maluję obrazki w dziecięcych kolorowankach, a po godzinach prowadzę swoją małą szydełkową jednoosobową firmę i tego bloga (i stronę FB). Od czasu do czasu czuje potrzebę sięgnięcia po decoupage, szycie, tworzenie bransoletek, itp. To w pełni zadowala moja kreatywną naturę – nie mam czasu na nudę, moja potrzeba tworzenia spełnia się każdego dnia. Spełniam się ja.

A jak długa była Twoja droga do spełnienia? Może opisałaś/eś o tym na swoim blogu? Podziel się.

3 x komentarz do wpisu “O TYM, JAK RODZI SIĘ PASJA

  1. Magda, lubię Ciebie czytać, masz lekkie pióro i interesujące spojrzenie na życie. Połączenie poezji i programowania jest zaskakujące, ale piękne! 🙂 Moje pasje przyszły późno. Przez większość życia wiedziałam właściwie tylko tyle, że chcę pisać (stąd blog). Dopiero, gdy Anka była mała, poczułam, że kręcą mnie wnętrza, dekoracje, drobne rękodzieło. Trochę żałuję, że tak długo szukałam swojej drogi, dlatego staram się obserwować Anię i wspierać ją w dziedzinach, które ją interesują. Oczywiście bez presji, tylko tak, by czegoś ważnego nie przegapić 🙂 Pozdrawiam ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.