Bardzo ogólne, Szydełkowe maskotki

Sprzedawanie owoców pasji

szydełkowa owca

Piszę o tym już chyba nie po raz pierwszy, ale moje szydełkowanie to wyraz ogromnej pasji, która na dobre zagościła u mnie, kiedy przebywałam na urlopie macierzyńskim i wychowawczym (już prawie 5 lat temu). Podstaw szydełkowania nauczyłam się tak jakoś – po prostu – w ramach sprawdzenia, jak to się robi. Zaczęło wychodzić, choć po latach wiem, że zupełnie nieudolnie. Potem szukanie coraz to nowszych wzorów i projektów aż do chwili, kiedy w głowie zrodził się pomysł,  by wykonać maskotkę. Pamiętam, jak wiele godzin spędzałam na szydełkowaniu, ile misiów wyszydełkowałam (do dziś niektóre leżą na dnie szuflady i wstydzą się pokazać), ile włóczek wypróbowałam, by odnaleźć misiowy styl,  który byłby czymś w rodzaju charakteru pisma. Właśnie tak teraz to czuję, że moje szydełkowe pismo ma swój styl.

szydełko owca

I wreszcie najświeższe czasy, kiedy to zaczęłam tworzyć maskotki na zamówienie, działając na drugim etacie (a może nawet trzecim etacie, bo praca w firmie – na pełnym etacie, bo szydełkowa praca w Czarodziejskiej Chatce po godzinach i praca w domu – zawsze). W gorących miesiącach (jak np. miniony czas przedświąteczny) bywa ciężko, bo zamówień całe mnóstwo, ale trafiają się przemiłe maile z wyrazami uznania dla miśków, zaproszenia do wywiadów, gazetowych reportaży. Cieszy to bardzo, satysfakcjonuje i daje poczucie spełnienia, zwłaszcza, że gdy zaczynałam tę całą przygodę – szydełkowanie miało być tylko małą odskocznią od tego, co wokół. Wtedy miałam poczucie, że nieco marnuję czas, choć szydełkowanie sprawiało mi wielką frajdę, ale miałam wyrzuty – przytłaczało mnie niekiedy spojrzenie bliskich, spojrzenie dziwiące się bezsensowności mojej pasji. Może znacie to uczucie – to podcina skrzydła i pewnie, gdyby nie mój barani upór, dałabym sobie  z tym spokój. Tymczasem dziś moja pasja pozwala uzupełnić budżet i dodaje skrzydeł, mam nadzieję, że budzi także radość u osób obdarowywanych rękomisiami i co najważniejsze daje mi pewnośc, że ma to sens. Od zawsze uważałam, że jeśli chce się coś osiągnąć to trzeba zacząć tu i teraz, gdzie jesteśmy, użyć tego, co już mamy, zrobić, co możemy i umiemy, wykorzystując do tego swoje umiejętności i talenty.

szydełkowa owca

Mam wiele pomysłów, by rozwijać i udoskonalać działalność (czas dość ograniczony, ale co tam). Coraz częściej myślę o tym, by przejść w system sprzedaży gotowych już rzeczy (a przynajmniej ten sposób uczynić dominującym). W tej chwili tworzę jedynie na zamówienie, ale to powoduje często działanie pod presją czasu i nie jest do końca komfortowe. Pomyślę nad tym, bo dostrzegam i plusy i minusy. Wciąż pracuję też nad marketingiem Czarodziejskiej Chatki i póki co jestem bardzo zadowolona, że udało mi się dotrzeć z misiami do tak wielu osób, ale na laurach nie spocznę i wciąż będę zgłębiać nowinki marketingu, kierując się nowym trendem związanym z FB, że to nie ilość polubień jest najważniejsza. Swoją drogą, to żywo interesuję się social mediami i rozkręcaniem własnych „pomysłów” (dawno temu prowadziłam nawet Katechizm Copywitera i Freelancera i powiem Wam, że chciałabym go reaktywować).

A tak poza tematem – między moimi „wynurzeniami” przemyciłam zdjęcia nowej owieczki (taka owieczka bardziej misiowa, zamówiona na sesję noworodkową – już się cieszy, że będzie wyściskana przez małe łapki).