Pastelowa czapeczka z kokardką

Ostatnie dni są dla mnie nieco nostalgiczne – mimo tej pięknej wiosny za oknem. Tak jakoś posępnie i smutno w myślach – dusza dziś stara, jak świat. Ziemskie pożegnania (na zawsze) są niezwykle trudne – kilka dni temu takie właśnie miało miejsce w mojej rodzinie. Wiem, że nikt nie ma patentu na ziemską nieśmiertelność i że każdy kiedyś porzuci swoje ciało i to, co namacalne, ale…tak trudno po ludzku (przynajmniej mi) pogodzić się z tym wszystkim…Jak pomyślę sobie, że dokoła mnie jeszcze tyle bliskich/kochanych ludzi, którzy się starzeją i za którymi mogłabym „rozpaczać” bez końca, to smutek staje się niewyobrażalnie wielki. Niewyobrażalnie…choć mocno wierzę, że istnieje wieczność..

Przy tych wszystkich moich mało wiosennych myślach nasuwa mi się jedno pytanie (w związku z atmosferą, jaką wprowadziła Rosja) – po co ludziom te wszystkie konflikty i wojny? Czy nie można by jakoś po ludzku?

Uciekając od tego, co aktualnie w głowie (pewnie lada dzień przejdzie) wyszydełkowałam czapeczkę dla Zuzi – w bardzo wiosennych kolorach – modnej mięcie i różu. Żadna zeszłoroczna już nie pasuje.

Standardowo czapeczka z nausznikami i sznureczkami do zawiązania – dla mnie to niezwykle praktyczne rozwiązanie. Całość dopełniłam kokardką z miętowym guzikiem (udało mi się taki namierzyć w  moich małych zbiorach guzikowych). Patrzę na zdjęcie i widzę, że róż jest tu zdecydowanie za mocny – w rzeczywistości jest bardziej zgaszony – no ale róż – nie da się ukryć.