Czapka śpioszka


Ale się blogowo rozleniwiłam, ale winne też jest przeziębienie (Zuzia też przez najbliższy tydzień będzie w domu – wolę tak, niż, żeby poszła do przedszkola i rozłożyła się na dobre) i jakiś taki spadek nastroju (no jesień, jesień i jeszcze ta rwa nie odpuszcza). Szydełkowo natomiast powstała ostatnio czapka zwana śpioszką dla dwuletniego chłopca – stąd te niebieskości. W ramach ożywienia całości dodałam jeszcze biel i żółtą włóczkę – zresztą taki też był pomysł Marzeny (u Niej też fajowskie zdjęcia uroczego modela w czapie).

Ilekroć wykonuję jakaś czapeczkę na zamówienie, mam pewne obawy, czy uda mi się trafić z rozmiarem – nawet jeśli szydełkuję czapkę zgodnie z rozmiarówką – w tym przypadku obwód czapki wynosi 48-49 cm. Czapkę raz prułam, bo doszłam do wniosku, że lepiej zrobić nieco większą. Wiadomo jednak, że jak jest na kim zamierzyć w trakcie pracy, to czapka będzie pasowała, jak ulał. Moją Zuzkę nie raz ganiałam, żeby zamierzyła – na różnych etapach szydełkowania : )

Mam jednak cichą nadzieję, że śpioszka spełni świetnie swoje zadanie (dopisek: już wiem, że pasuje)

czapka śpioszka

Pastelowa czapeczka z kokardką


Ostatnie dni są dla mnie nieco nostalgiczne – mimo tej pięknej wiosny za oknem. Tak jakoś posępnie i smutno w myślach – dusza dziś stara, jak świat. Ziemskie pożegnania (na zawsze) są niezwykle trudne – kilka dni temu takie właśnie miało miejsce w mojej rodzinie. Wiem, że nikt nie ma patentu na ziemską nieśmiertelność i że każdy kiedyś porzuci swoje ciało i to, co namacalne, ale…tak trudno po ludzku (przynajmniej mi) pogodzić się z tym wszystkim…Jak pomyślę sobie, że dokoła mnie jeszcze tyle bliskich/kochanych ludzi, którzy się starzeją i za którymi mogłabym “rozpaczać” bez końca, to smutek staje się niewyobrażalnie wielki. Niewyobrażalnie…choć mocno wierzę, że istnieje wieczność..

Przy tych wszystkich moich mało wiosennych myślach nasuwa mi się jedno pytanie (w związku z atmosferą, jaką wprowadziła Rosja) – po co ludziom te wszystkie konflikty i wojny? Czy nie można by jakoś po ludzku?

Uciekając od tego, co aktualnie w głowie (pewnie lada dzień przejdzie) wyszydełkowałam czapeczkę dla Zuzi – w bardzo wiosennych kolorach – modnej mięcie i różu. Żadna zeszłoroczna już nie pasuje.

Standardowo czapeczka z nausznikami i sznureczkami do zawiązania – dla mnie to niezwykle praktyczne rozwiązanie. Całość dopełniłam kokardką z miętowym guzikiem (udało mi się taki namierzyć w  moich małych zbiorach guzikowych). Patrzę na zdjęcie i widzę, że róż jest tu zdecydowanie za mocny – w rzeczywistości jest bardziej zgaszony – no ale róż – nie da się ukryć.