Pastelowe podkładki pod kubki


Wiosnę w Czarodziejskiej Chatce rozpoczęłam pastelowo, bo kolory takie uwielbiam od dawien dawna (choć wspominałam już, że nie od zawsze, bo jeszcze kilka lat temu na ich widok robiło mi się niedobrze – aż trudno mi teraz w to uwierzyć). Czy można tych kolorów nie lubić – nawet jeśli takie oczywiste? No ja w tej chwili nie umiem i obserwuję modę na te barwy już od dawna – nieprzerwanie trwa. Idąc więc za falą popularności stworzyłam podstawki pod kubki a la kotki. Dość proste w realizacji, minimalistyczne w formie, ale za sprawą kolorów mają to “coś” – tak przynajmniej na nie patrzę i po cichu liczę na to, że ktoś zechce je gościć u siebie.

Fajnie prezentują się w różnych mieszkaniowych aranżacjach, a jak wiadomo to czasem właśnie taki mały szczegół odmienia wnętrze i najbardziej przykuwa uwagę. Mogą więc zatem zagościć na kuchennym stole lub salonowym stoliku, ale równie dobrze odnajdą się też na komódkach i w dziecięcych pokojach (w pokoju Zuzi już wypróbowane). Oczami wyobraźni widzę je też jako kocią girlandę rozwieszoną między półkami. Niekoniecznie dla miłośników kotów. Zuzia wykorzystuje podkładki, jako dywaniki dla swoich małych lal.

W planach mam jeszcze wykonanie kilku innych kompletów w różnych wersjach kolorystycznych – ot taki mój osobisty odpoczynek po dzierganiu maskotek. Czasem trzeba.

szydełkowe podstawki kot

Być może zwróciliście też uwagę na pastelowo różową tackę. To efekt moich ostatnich odwiedzin sklepu Netto – miałam kupić świetlne kule, ale niestety ich już nie było, a z pustymi rękoma wyjść, no tak jakoś…

Misiowy domek


Misiowy domek marzy mi się od dawna – taki z prawdziwego zdarzenia. W tej chwili mam jedynie namiastkę. Pożyczam czasem od Zuzi drewniany domek i mebelki jej lalek. Wtedy zabawiam się w kreatora wnętrz i podglądam, jak się misie w domku mają. Niedawno, na przykład,  natrafiłam na popołudniową herbatkę (już mi ktoś zwrócił uwagę na to, jak rękomisiowi panowie są niekulturalni – panie misie stoją, a oni w najlepsze rozsiedli się w fotelach). Oczywiście pomogę im nabyć nieco ogłady.

Wracam dość często do moich wcześniejszych wpisów na blogu – przeglądam zdjęcia – patrzę, w jakim kierunku się rozwijają i wiem, że uwielbiam minimalizm, dlatego dużo bardziej podobają mi się zdjęcia rękomisiów na białym tle. Białe tło, miś, jakiś dodatek i nic poza tym. Po prostu. Tym razem misie musiały wystąpić w nieco innej scenerii, ale sama nie wiem, czy to moje klimaty. Jak już spełnię to swoje dziecięce marzenie o posiadaniu domku z wyposażeniem dla misiów, to będę musiała to jakoś pogodzić. A na razie wciąż królować będą u mnie białe tła, może już niedługo jeszcze bardziej białe, bo zamierzam zaopatrzyć się w namiot bezcieniowy – wiem, wiem – już od dawna o nim piszę, ale jakoś do tej pory obywam się bez niego. Wiecie jak to jest. Jestem niesamowicie ciekawa różnicy w zdjęciach – oby w ogóle była.