Ponczo z babcinymi kwadratami


  szydełkowe poncho

Nie wiem, jak to się dzieje, że leży sobie w szafie rozpoczęty projekt, leży i leży już od zeszłego roku. Ot tak po prostu rok temu zobaczyliśmy gdzieś na jakimś internetowym obrazku przecudnej urody poncho i pod wpływem chwili postanowiliśmy wydziergać sobie takie samo. Wiecie, jak to jest z inspiracjami i pomysłami niecierpiącymi zwłoki. Bierzemy za szydełko i działamy. Działamy, działamy aż w końcu nam się nudzi (tak samo szybko, jak nam się zachciało, tak samo szybko się odechciewa), a pamięć owego obrazka, który tak nas zauroczył zdaje się być już zbyt słaba. Rzucamy więc robótkę w kąt. Innym razem skończymy – mówimy sobie w myślach. Mija więc rok i gdzieś przypadkiem mignie nam ten wymarzony kolor, to porzucone poncho. Jeśli wyrzuty sumienia i chęć posiadania poncha na jesienne dni okaże się na tyle silna, by pomyśleć, że może to dobry czas, by je dokończyć, to z pewnością się uda. Teraz albo nigdy – pomyślałam, patrząc na ładne kolory babcinych kwadratów i spory kawałek wydzierganej już szarości.

szydełko poncho

Wyobraźcie sobie, że jednego wieczoru dokończyłam poncho. Sama nie mogłam w to uwierzyć, że wystarczyło kilka chwil, by je mieć, a czekałam z nim cały rok. To się nazywa motywacja. Mam w szafie 3 tego typu ubrania. Jedno, tęczowe, noszę chętnie – najczęściej, jako narzutka na płaszcz w chłodniejsze dni, pozostałe miałam na sobie może raz, a to postanawiam nosić do dżinsów (lub dżeginsów) ze zwężanymi nogawkami, jako narzutka do topu, czy golfu przylegającego do ciała.

Poncho powstało z trzech kawałków – jedno z nich to połączone ze sobą babcine kwadraty – dla rozweselenia szarości. Całość powstała na podstawie projektu z głowy, ale przy wykorzystaniu poniższego schematu połączenia.