KRÓLICZEK DŁUGOUCHY


W swoim szydełkowym dorobku mam już na koncie kilka króliczków, ale ten jest nieco inny. Przede wszystkim jest królikiem minimalistycznym i tylko kolor noska zdaje się odciągać nieco uwagę od owego minimalizmu. Króliczek w naturalnym beżowym kolorze, do tego prosta forma i długie uszy. Mierzy 26 cm – łącznie z uszami. Żeby nadać króliczkowi nieco charakteru wyszydełkowałam mu jeszcze muszkę w brzoskwiniowym kolorze. Zdecydowanie bardziej, jak mi się wydawało (i wciąż wydaje) pasowały do niego nogi szydełkowane razem z tułowiem, więc dla odmiany posłużyłam się takim sposobem.

Powstały dwa króliczki. Każdy o nieco innym usposobieniu. Jeden już ruszył w podróż (będzie brał udział w sesjach fotograficznych), drugi czeka na swoją kolej. A tymczasem powstają następne maskotki, które próbują zdążyć na czas, bo ktoś ma urodziny, ktoś się za chwilę urodzi, a ktoś inny zgubił swoją ukochaną przytulankę…misja : )

Króliczek i pastele


szydełkowy króliczek

Pastelowa króliczka w wybitnie dziewczęcym wydaniu powstała dla małej dziewczynki. Moja Zuzia też taką ma. Gdy tworzyłam tę maskotkę myślałam, czy przypadkiem nie jest zbyt cukierkowo, ale jeśli cukierkowość nie teraz, to kiedy? Kobietom potem nie wypada i w ogóle:

Należymy do pokolenia kobiet, które są świadome własnych praw i obowiązków wobec siebie samych, ale wciąż hołdują tradycyjnym wartościom. Te zaś nakazują nam posłuszeństwo wobec potrzeb rodziny, partnerów, dzieci i znajomych. Staramy się sprostać wszystkim tym oczekiwaniom i warunkom, aby sobie zapewnić godne miejsce w społeczeństwie. Wielu z nas zdarza się zatracić w tych staraniach. W pewnym momencie odkrywamy z przerażeniem, jak bardzo jesteśmy wyczerpane, zmęczone. Dobrze jest wtedy posłuchać innych kobiet, zobaczyć siebie w ich oczach i nabrać błogosławionego dystansu do siebie i świata.

Zrozumiałam to kilka lat temu – wkrótce po tym, jak urodziła się moja córka. Czułam na sobie jakąś niewidzialną presję, że powinnam być mamą doskonałą i działać zgodnie z tym, co mądrzy ludzie piszą w podręcznikach na temat opieki nad noworodkiem (w pamięci wciąż miałam też słowa usłyszane w szkole rodzenia). Więc z jednej strony byłam bardzo zmęczona pierwszymi tygodniami macierzyństwa (nieprzespane noce, diety, karmienia na żądanie, hormonalne huśtawki), a z drugiej strony chciałam, by dom świecił czystością, a Zuzia wszystko miała na czas, zanim zdąży zapłakać. Pewnego dnia zrozumiałam jednak, że jeśli nie zmyję podłogi drugi raz w tygodniu, a w zamian zrobię sobie makijaż lub poszydełkuję, to świat się nie zawali i wcale nie będę gorszą mamą, gdy czas drzemki dziecka wykorzystam z pożytkiem dla siebie.

Taka psychiczna presja bywa niezwykle stresująca i wyniszczająca i choć nie pochodziła ani od męża, ani od rodziców (w nich miałam wsparcie, od nich szła ogromna pomoc), to gdzieś te społeczne nauki, że dziewczynce nie wypada, że kobieta ma specjalne obowiązki, a dodatkowo problem z reorganizacją życia po przyjściu małej istotki na świat mocno obciążały. Na szczęście w porę zrozumiałam, że niczego nie muszę, że dla dziecka ważne jest, by jego mama była spokojna i szczęśliwa, bo wtedy i samo dziecko takie będzie. To tak w luźnym skojarzeniu ze świętem kobiet i tym, co dziś myślę o wychowaniu dziewczynek.

Zdecydowanie nie umiem zaakceptować tego, co mówią feministki. Zupełnie nie rozumiem ich wartości moralnych i tej ciągłej walki o coś. Nie podoba mi się też współczesność, która lansuje obraz kobiety twardej, niezależnej, mogącej wszystko, samowystarczalnej, wyznaczającej granice i cele. Dla mnie kobieta, to mimo wszystko wielka wrażliwość, mocne uczucia, delikatność, empatia, matczyna miłość, intuicja, wzruszenia, łzy, poświęcenie i stąd wynikająca siła i mądrość, by znieść wiele – nieważne, czy w spodniach, czy spódnicy. Świetnie się stało, że możemy wykonywać zawody, które stereotypowo przynależą do mężczyzn, że mamy prawo głosu i stanowienia o sobie, że możemy zajmować kierownicze stanowiska, ale myślę, że wszędzie, gdzie jesteśmy powinniśmy pamiętać o tym, że jesteśmy kobietami, jako takie zostałyśmy stworzone i nie ma co ukrywać, że kobiety różnią się od mężczyzn, tak, jak ludzie różnią się między sobą. Sama natura.

Nie obrażam się więc, jeśli mężczyzna przepuści mnie w drzwiach, pomoże z ciężkim bagażem, wręczy kwiatek, powie komplement – przecież to nie świadczy o naszej słabości, a raczej o kulturze i szacunku do nas – kobiet. W żadnym też wypadku nie mam zamiaru chwytać za młotek tylko po to, by udowodnić komuś, że mogę wbijać gwoździe.

Godność to bezwzględna świadomość swojej kobiecej wartości. Nie trzeba na nią zasłużyć, trenować jej czy zapracować nań. Ona istnieje w nas od początku.

I na koniec moich długich przemyśleń taki tekst – wg mnie powinna go przeczytać każda kobieta.

I jeszcze cytat:

Przyjaźnimy się z kobietami, które uwielbiają herbaciane przyjęcia i chińską porcelanę, a mamy też przyjaciółki, które na myśl o nich dostają pokrzywki. Wśród zaprzyjaźnionych z nami kobiet są takie, które uwielbiają polowanie, nawet polowanie z łukiem. Takie, które uwielbiają przyjmować gości, i takie, które tego nie lubią. Kobiety, będące profesorkami, mamami, lekarkami, pielęgniarkami, misjonarkami, dentystkami, gospodyniami domowymi, terapeutkami, kucharkami, artystkami, poetkami, alpinistkami, triatlonistkami, sekretarkami, sprzedawczyniami i pracownicami socjalnymi. Piękne kobiety, wszystkie.

Zdarza się, że pomiędzy marzeniami twojej młodości a dniem wczorajszym zostaje zagubione coś cennego. Tym skarbem jest twoje serce, twoje bezcenne kobiece serce. Bóg osadził w nim kobiecość, silną, czułą, gwałtowną i ponętną.

“Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy” John i Stasi Eldregde

Króliczka w pudrowym różu


wełniane maskotki

Zastanawiałam się ostatnio, czy ja lubię jesień. Przyznam szczerze, że w sumie może nawet bym ją polubiła, gdyby nie te ciemne popołudnia, deszcz i wiatr. W odsłonie złotej polskiej – uwielbiam wprost. Właśnie przez te ciemne popołudnia, kiedy to wraca się do domu i zdaje się, że już pora spać (tak w końcu kiedyś funkcjonowali ludzie bez elektryczności – to widok za oknem wyznaczył im działania i porę na sen), nie chce się już tak ochoczo zasiadać do szydełkowania. I wcale nie jest tak, że deszcz sprzyja dzierganiu, czy robieniu czegokolwiek innego w domu – wtedy po prostu spać się chce. Ale trzeba, bo ktoś czeka. I tak czasem zdarzają się przesunięcia, bo gorszy dzień, gorsze samopoczucie, zmęczenie, inne obowiązki. Nie jest tak, że szydełkowanie (czegokolwiek) jest szybkie. Wymaga naprawdę sporo pracy i czasu, o ile się chce, by było docenione. Co tu dużo gadać – tak jest ze wszystkim. Sami wiecie.

Na tę króliczkę też ktoś czekał. To druga taka w rękomisiowym świecie. Ta była pierwsza i trafiła w ręce mojej Zuzi. Rozebrana i ubrana już setki razy – ma się jeszcze dobrze. Ta też stworzona w pudrowym różu, z 15 centymetrami i sukienką w takiej nietypowej zieleni morskiej. Zgodnie z prośbą otrzyma jeszcze świąteczne odzienie : )