miś ręcznie tworzony

KOMEDIE ROMANTYCZNE I MIŚ DLA JASIA


Dawno dawno temu uwielbiałam oglądać komedie romantyczne. Im bardziej romantyczne, tym lepiej. Mocno też wierzyłam wtedy w to, że takie romantyczne historie zdarzają się naprawdę – musiałam mieć wtedy niewiele lat – obstawiam czasy licealne i wczesno studenckie : ) I tak, jak kiedyś śledziłam bacznie tego typu kino, tak dziś oglądam je sporadycznie (raczej z braku czasu), ale przyznam szczerze, że wciąż lubię wszystkie te ckliwe historie z pięknymi zakończeniami, zbiegami okoliczności i z przeznaczeniem w tle.

Każda kobieta była kiedyś małą dziewczynką. A każda mała dziewczynka piastuje w swoim sercu najskrytsze marzenia. Marzy o porwaniu w wir romansu, o odegraniu niezastąpionej roli w wielkiej przygodzie, o roli Pięknej w czyjejś historii. Te pragnienia są czymś więcej niż dziecięcą zabawą. Stanowią sekret kobiecego serca.

Dziś jednak oglądam je z nieco większą świadomością, że głównym zamiarem reżysera było to, żeby przenieść widza w świat marzeń i ideałów – tak, żeby zazdrościł bohaterom takiej niezwykle barwnej codzienności, takiego strzału amora, wreszcie takiej bajkowej miłości. Żeby oglądając myślał sobie “jak ja chciałabym być tak kochana, tak przez kogoś szukana, podziwiana, uwielbiana”. Myślę sobie, że oglądanie komedii romantycznych mocno szkodzi rzeczywistości – człowiek zaczyna porównywać to, co ma, z tym, co wyidealizowane w filmie.

Gdy robiliśmy ślubne plany, moja matka udzieliła mi rzadkiej rady, w tym przypadku jej małżeńskiej rady. Rada była dwojaka. Po pierwsze, miłość wyfruwa przez okno, jeśli na stole nie ma wieprzowych kotletów. Po drugie, utrzymuj w czystości podłogę w kuchni, to sprawia, że cały dom wygląda lepiej. Zrozumiałam, o co jej chodzi.

“Urzekająca – odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy” – Eldredge John, Stasi

W pewnym momencie zaczyna się przeceniać to, co wymyślone, nie dostrzegając tego, co ma się na co dzień. Romantyzm zaczyna brać górę nad rozwagą. Choć czasem i tego mocno – nam kobietom – potrzeba. W końcu to są sekrety kobiecego serca i nie można się ich wyrzec, ale warto też spojrzeć na te nasze kobiece tęsknoty (często przed światem nienazwane) w rozsądniejszy sposób – dla naszego dobra. Przecież nie każdy mężczyzna musi przynosić codziennie bukiety kwiatów swojej ukochanej. Nie każdy musi kombinować, jak tu miło zaskoczyć swoją kobietę. Nikt nikogo nie musi porywać. Miłość czasem jest cicha – bez szumu, magicznej oprawy i fajerwerków – po prostu sobie jest – często w tej najzwyklejszej codzienności.

Ilekroć zasiądę do oglądania komedii romantycznej muszę mieć to na uwadze, bo czasem zdarza mi się mierzyć wszystko jedną miarą i za bardzo fantazjować – lubię to niemiłosiernie : ) Wam też?

A wyżej taki mały dowód miłości – miś dla małego Jasia : ) Do przytulania i kochania. Miś mierzy 26 cm wysokości. Ma śmieszny mięciutki pluszowy nosek i jest rękomisiem, jak się patrzy : )

CZARODZIEJSKA CHATKA I RĘKOMISIE


Siedzę sobie teraz przy swoim małym centrum dowodzenia Czarodziejską Chatką. Patrzę na bałagan panujący na biurku. Wiem, że powinnam dokończyć tego misia, bo teraz jest czas i miejsce, bo tak zaplanowałam, ale jakoś wzięło mnie na wspominki, a to najlepszy moment, żeby się wypisać. Gdzie, jak nie na blogu? Myślę sobie, że mam szczęście i że świetnie się stało, że misie znajdują wciąż nabywców, a może to już czas, kiedy to raczej nabywcy znajdują rękomisie.

Zaczynałam przecież tak niewinnie. Liczyła się tylko pasja, która pozwalała zająć chwilę nudy i przysłonić zbędne myśli. Dysponowałam jednym szydełkiem, tanią włóczką i koralikami, z których powstawały oczy. Pierwsze misie trafiały do szuflady – były wykonane z fantazyjnych włóczek w kolorach tęczy (a propos – mam plan, by do takich włóczek wrócić). Pamiętam, jak wiele czasu poświęciłam na to, by dopracować proporcje i uchwycić styl. Było to dla mnie naprawdę ważne, a stało się jeszcze ważniejsze, kiedy ruszyłam z Czarodziejską Chatką. Chcę tworzyć maskotki i inne szydełkowe rzeczy, które sama chciałabym kupić. Muszą, więc spełniać pewne normy jakościowe i wizualne. Dobrze wiem, że ludzie, którzy cenią rękodzieło i mają świadomość tego, że musi być ono droższe od rzeczy wytwarzanych masowo, cenią też jego wykonanie i estetykę. Mocno o nią dbam.

Do pełni szczęścia brakuje mi, więc jeszcze tego, by maskotki pakowane były w gustowne pudełka z okienkiem, ale to oznacza jedno – rękomisie musiałyby być droższe, bo i pudełko kosztuje i jakieś dodatki, i cena wysyłki paczki wzrasta. Zastanawiam się więc nad opcją maskotki w ozdobnym pudełku, dla chętnych. Pewnie niedługo wypróbuję. Jak myślicie, czy to będzie na plus?

Kudłaty miś w spodenkach


miś przytulanka

W moich zasobach włóczkowych znalazłam ostatnio bardzo fajną kudłatą włóczkę (a la bouclé) i tak się też złożyło, że został zamówiony kudłaty miś – oczywiście od razu zaproponowałam wykonanie misia właśnie tą wełną. Moje misiowe, te bardziej udane,  początki związane są właśnie z nią. Mój ulubiony rękomiś, o którym pisałam już kiedyś i wspominałam, że nigdy go nie sprzedam też powstał właśnie z takiej włóczki z efektem bouclé.

Jest w tej włóczce coś takiego, co sprawia, że misie dostają takiego przyjemnego efektu postarzenia – stają się misiami retro. Gdyby to ode mnie zależało, to tworzyłabym maskotki tylko tego typu – lekko sentymentalne, przenoszące w czasie.

A to takie moje małe skojarzenie z misiami, które czasem towarzyszą dzieciom od narodzin – myślę sobie, że to genialna sprawa mieć u swojego boku takiego misia przez całe życie…