MASKOTKA PINGWINEK


Pisałam już o tym wielokrotnie, że mam wielkie szczęście, że klienci zamawiają w Czarodziejskiej Chatce różne przeróżne maskotki. Rękomisie oczywiście królują na liście zamówień, ale ku mojej uciesze pojawiają się też takie maskotki, których nigdy dotąd nie wykonywałam, bo nikt ich nigdy nie zamawiał. Tak było właśnie w przypadku pingwinka.

Zawsze oczywiście mam delikatne obawy, czy zdołam sprostać oczekiwaniom – co innego, jak ktoś widzi, jakie misie tworzę i zamawia takiego samego, a co innego, jak ktoś zdaje się na moją kreatywność i nie wie do końca, jaki będzie efekt. Pingwinka pokochałam od pierwszego wejrzenia. Miał być czarno-biały z pomarańczowym dzióbkiem i stópkami. Jak zwykle zaczęłam od szukania inspiracji w sieci. Potem poszłam za swoim głosem upodobań i wizji. W ten sposób powstał mały słodki pingwinek. Pogrzebał mi nieco w moich zimowych dekoracjach i wyciągnął sanki. Tak się złożyło, że akurat tego dnia zaczął padać u nas śnieg. Nie poszalał za długo, bo po pierwsze musiał się szykować do drogi, a po drugie – śnieg nie miał zamiaru leżeć i leżeć – dość szybko zamienił się w kałuże.

Pingwinka wysyłam na wyzwanie Szuflady – „Ciemno wszędzie”.

MIŚ Z KUDŁATEJ WŁÓCZKI


Znowu nadeszła pora, żeby pokazać kilka zaległych maskotek i choć brak czasu tak dolega, to powstaje ich naprawdę sporo – staram się, jak mogę, by ładnie godzić wszystkie obowiązki i oczywiście znaleźć czas dla działalności w Czarodziejskiej Chatce. Ze sporym zadowoleniem obserwuję, jak prawie codziennie znika z listy zadań, jakieś zamówienie – uwielbiam widzieć takie efekty – motywacja wzrasta, a z nią różnie bywa – sami zresztą wiecie, że czasami człowiek marzy o tym, by chciało się tak, jak się nie chce.

Już jakiś czas temu wyszydełkowałam z kudłatej włóczki (miałam okazję już kilka razy z niej tworzyć) małego misia w pistacjowych spodenkach. Miś z serii gapciowatych i przytulaszczych.

MASKOTKA TUPCIO CHRUPCIO


Kiedy zaczynałam z moją Zuzią oglądać bajkę o Tupciu Chrupciu nawet nie miałam świadomości, że tak popularna jest ta postać i że takich mam, jak ja, które z przyjemnością śledzą przygody i poznają troski małej myszki, jest więcej. Pierwsze zaskoczenie, kiedy ktoś zwrócił się do mnie z pytaniem, czy nie stworzyłabym maskotki na wzór Tupcia. Myślałam, że to pierwsze i ostatnie tego typu zamówienie, ale za jakiś czas pojawiły się kolejne.

Ostatnio, na przykład, napisała do mnie pewna mama – jej synek codziennie kładzie się do łóżka z książeczką o Tupciu – to jego ulubiona postać z bajki i zamiast przytulanki – książeczka właśnie (wiem, że dzieci potrafią zasypiać dosłownie ze wszystkim). Akurat niedługo na świat ma przyjść młodszy brat i mama uznała, że wielką niespodzianką, byłoby, by ten młodszy brat sprawił starszemu prezent – właśnie w postaci maskotki myszki.

Z wielką ochotą pomogłam w tym planie i wyszydełkowałam tę uroczą postać – według własnego i sprawdzonego już wzoru.