Miś beżowy w błękicie

miś bezowy

Sztu­ka życia – to cie­szyć się małym szczęściem.

No i popsuł nam się listopad – deszcz, wiatr, chłodno (próbowaliśmy nawet wczoraj trochę pospacerować, ale ten wiatr…), ale na szczęście w domu ciepło i można sobie uprzyjemniać te „gorsze” chwile kubkiem gorącej herbaty z imbirem, zapalonymi świeczkami, małym słodkim co nieco, poleniuchowaniem – zwłaszcza jak trafia się weekend. A jak jeszcze znajdzie się parę chwil dla szydełka, to już po prostu boooosko : ) Mi udało się wyszydełkować tego oto małego beżowego misia. Kolejny z serii – „pilny”. Zazwyczaj mówię zamawiającym, że na misia trzeba zaczekać około 3 dni (im większy, tym nieco dłużej – zrozumiałe), ale w przypadku tego rękomisia potrzebowałam około 3 godzin. Dziergałam go ekspresowo i dziś już zaczyna swoją podróż w kopercie.

Dziś też Zuzia wreszcie poszła do przedszkola (po tym swoim długim pobycie w domu). Nie było płaczu, choć wczoraj wieczorem marudziła, że nie chce iść. Tak bardzo chciałabym, żeby ta jej odporność się wzmocniła na tyle, by za chwilę nie przyniosła  kolejnego wirusa (a dzieci niestety kaszlą) – najgorsze, że sezon grypowy i prawdziwie chorobowy jeszcze się nie zaczął. Ech…

 

Beżowy miś z niebieską kokardką

beżowy miś

Być może zauważyłyście/zauważyliście, że wygląd bloga nieco się zmienił – tak jakoś mam, że lubię eksperymentować na blogu – zwłaszcza, że tamten poprzedni widok nieco mi się już opatrzył. Zmiana nie jest duża, bo wciąż stawiam na minimalizm i dużą ilość bieli, do tego jakieś mocniejsze akcenty. Śledzę to, co w standardach i trendach, a te dość często się zmieniają – nawet jeśli chodzi o szatę graficzną stron www. W sumie to chciałam kilka rzeczy wprowadzić na mojego bloga, ale doszłam do wniosku, że jednak ten minimalizm mi wystarcza, a poza tym jedna z zasad dobrego projektowania blogów mówi:

Nie każdy design pasuje do każdego bloga.

Inna rzecz, że jest tyle świetnych nowych rozwiązań, że bardzo żałuję, że nie mam czasu, by zająć się tworzeniem stron, a uwielbiam to.

Dobrze, że choć na misie czas znajduję – głównie wieczorami, choć przyznam się Wam szczerze, że czasem po pracy najzwyczajniej w świecie mi się nie chce. Wczoraj (jak dobrze, że zdarzają się takie świąteczne dni – wczorajszy jeszcze osłodzony rogalami z białym makiem. Specjalnie jechaliśmy po nie w poniedziałek wieczorem do podwarszawskiej cukierni.) właśnie powstał ten beżowy miś – średni 23 cm. Widać, że światło na zdjęciu mocno sztuczne, ale nie czekałam na lepsze, bo takie to może dopiero w weekend by się trafiło.

Budyniowy mały miś

mały kremowy miś

Wiecie, tak się zastanawiam czy te wszystkie miśki, które do tej pory stworzyłam udałoby się pomieścić w kadrze do zdjęcia i jak prezentowałyby się wszystkie razem, a biorąc pod uwagę to, że misiów wciąż przybywa na pewno widok byłby ciekawy : )

Na przykład wczoraj dokończyłam dwa małe misie. Dziś pokażę jednego – kremowego – 15 centymetrowego. Musiał powstać szybko, by zdążyć na sobotnią sesję fotograficzną. Myślę, że dotrze na czas.

A propos planów (i nie piszę teraz o planach szydełkowych, bo te przez najbliższy czas są zdeterminowane przez misie), to postanowiłam, że z większym rozsądkiem będę od dziś patrzyła na to, co jemy. To w ramach naturalnego wspomagania odporności – naturalnego, czyli tylko to, co natura daje. I tu z wielką nadzieją patrzę na propolis (okropny w smaku), pyłek pszczeli, kwas buraczany, imbir, guarana, owoce w większych porcjach, itp. Ogólnie mam też ambitny plan, by każdego dnia – tuż po przebudzeniu i przed nocnym zmrużeniem oczu wykonać kilka ćwiczeń (tu fajna strona). Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale wiem, że w tym przypadku liczy się systematyczność, ale myślę, że warto spróbować, bo niestety praca w biurze nie wpływa zbyt dobrze na kręgosłup (8 godzin przed komputerem w pozycji siedzącej – ech) – przy tym zbyt mało ruchu w ciągu dnia – zresztą same może też tak macie. Ot takie moje małe/wielkie listopadowe postanowienia : )

Kremowy miś nieco zapomniany

Z racji tego, że biała włóczka jeszcze nie dotarła stoję nieco z pracą i nie mam co pokazać (tak, tak – wyobraźcie sobie, że nie mam), a że blogowanie jakoś mocno mnie wciągnęło – do tego stopnia, że dzień bez napisania czegoś na blogu uważam za dzień stracony, to pokażę Wam misia, którego zdjęcie jakoś się mocno zawieruszyło. Mam na dysku laptopa tyle katalogów różnych i zdjęć, że już sama zaczynam się w tym gubić. I wczoraj w ramach małego ogarnięcia przejrzałam zdjęcia i natknęłam się na fotografie misia, którego jeszcze nie pokazywałam, a który już na pewno ponad miesiąc temu powstał. Już dawno też opuścił nasz dom.

Miś mierzy 15 cm i na dowód tego, że jest rękomisiem na jego szyi zawisła łapka z napisem „hand made”.

miś kremowy

Szydełkowy miś w kremie

Wiecie? Już od jakiegoś czasu moje miśki mają swoją stronę na Facebook’u, ale wczoraj postanowiłam tym swoim ręcznie wykonywanym misiom nadać nazwę – Rękomisie – czasem mówiłam o nich uppomisie, ale RĘKOMISIE wydają się oddawać to, co bym chciała, łącząc w sobie rękodzieło i misie. Zatem przedstawiam Wam kolejnego małego (15 cm wysokości) rękomisia wykonanego z kremowej włóczki. Na zdjęciu miś ma błękitną kokardkę, ale pojedzie do swojej nowej właścicielki z różową (+ różową na uszku).

mały kremowy miś

Korzystając z tego, że jestem uziemiona w domu – z racji mojego chrypienia i pociągania nosem i zakraplania oczu, jakoś więcej czasu mam na spokojnie wypitą kawę (to nic, że zimną i dopiero o tej porze), na obejrzenie czasopisma, na spokojne napisanie słów kilku do Was, na rozpoczęcie szydełkowego wielkoluda (40 cm miś zaczyna powoli powstawać), na zasypianie, gdy budzik uparcie krzyczy, by już wstać. Szkoda tylko wielka, że taki czas znajduje się dopiero na zwolnieniu lekarskim. No szkoda.

Dziękuję Wam za ciepłe słowa i życzenia powrotu do zdrowia – działają : )