Szary miś do zadań specjalnych

W sobotę udało nam się szczęśliwie skończyć mały remont – o szczegółach napiszę następnym razem – pewnie przemycę też jakieś zdjęcia z tego naszego niebiańskiego pokoju. Tymczasem wśród szydełkowych miśków (rękomisiów) wciąż królują szarości. Posypało się sporo zamówień na szare misie. A jedno zamówienie szczególnie ważne i z przesłaniem. Miś, który powstał w jego efekcie, to miś promujący akcję społeczną dedykowaną uświadamianiu społeczeństwa na temat zachowań dzieci niepełnosprawnych. Miś, który ma stać się maskotką kolektywu społecznego „Temu Misiu”. Miś, który będzie towarzyszył w pobytach w szpitalu i w rehabilitacjach. Miś jest bardzo dzielny, więc na pewno da sobie radę i będzie wspierał kogo trzeba – w to nie wątpię. Tak poza tym jest całkiem zwykły – szary, mały, gapciowaty, ale doskonale czuje. Ot taki czuły szary miś.

Misia w różowej sukience

szydełkowy miś

No i już środa, a nim zdążymy się obejrzeć znów będzie weekend. Ale w sumie to nie chcę się oglądać, bo zaplanowaliśmy przemalowanie pokoju Zuzi (a tym samym małego królestwa miśków). Już wszystkie narzędzia i materiały zakupione i czekają na czwartek. Będzie to nasze pierwsze osobiste malowanie. Jestem niezwykle ciekawa, jak nam wyjdzie. Kolor, na który postawiłam, to lodowy błękit – brrrr. Oby wszystko poszło sprawnie, bo plan jest taki, że zajmiemy się tym po pracy (to jest – mocno po 17) i najważniejsze – liczę na to, że kolor będzie iście pastelowy i taki, o jakim marzyłam. Pomarańczu po ostatnich właścicielach mam już dość (choć niektórym się podoba).

A tymczasem – przedstawiam Wam kremowa misię. Mierzy 23 cm i przywdziała na siebie różową sukieneczkę. Powędrowała do swojej nowej właścicielki z błękitnym misiem.

Szary misiaczek

szydełkowe misie

Witajcie poweekendowo. Jak zwykle zbyt szybko stawia na nogi dźwięk budzika, a raczej próbuje stawić, bo poniedziałek o 5:20 do łatwych nie należy i każda minuta w łóżku jest dobra, ale czas do pracy. Weekend minął nam pracowicie, ale nie mogło zabraknąć też wiosennego relaksu na działce. Jak już kiedyś wspominałam, to nie jest dobry czas dla szydełkowania, ale mimo wszystko wieczorami wciąż królują misie.

Ostatnią sporą popularnością cieszą się te małe i szare, więc pewnie „zaszarzy się” nieco na blogu. Dziś właśnie jeden z nich. Mały szary z niebieską kokardką w groszki i swoim smutaskowym pyszczkiem.

Następny szary miś, który popatrzy na ze zdjęcia, będzie miał pewną misję do spełnienia – o tym, oczywiście, innym razem.

Oby ten tydzień minął szybko – życzę tego sobie i Wam : )

Błękitny duży miś

błękitny szydełkowy miś

Witajcie. Ależ jestem ostatnio niezorganizowana – w sumie to zawsze byłam, ale teraz, gdy nieco poważniej szydełkuję (także dla innych, którzy liczą na to, że dostaną moje szydełkowe twory „w miarę szybko”), to rzuca się w oczy jeszcze mocniej. Postanowiłam więc, że poćwiczę nieco to moje „poukładanie”, żeby wszystko szło mi sprawniej i bez większego chaosu. Planuję wykorzystać kalendarz – o swoich próbach poskromienia mojej baraniej (nieco chaotycznej, nastawionej na szybkie efekty) natury napiszę innym razem.

A dziś miś. Miś błękitny w rozmiarze 23 cm. Tworzyłam go z innej włóczki niż zazwyczaj (niestety yarn art jeans nie ma w swoich kolorach takiego błękitu) i przyznam szczerze, że niezbyt wygodnie się nią dziergało. Bella Alize, bo o niej piszę, nie składa się z jednej nici, a z kilku cienkich słabo skręconych, a to sprawia,  że podczas szydełkowania rozwarstwia się. Jest też nieco cieńsza (a więc i nieco dłużej dziergałam misia), ale za to bardzo wydajna.

Kremowa misia w niebieskiej sukience

szydełkowy miś

Wiecie że ja kiedyś pisałam wiersze? Nie tak tylko sobie – do szuflady, bo kiedy już czułam, że warto z tym moimi literami pójść gdzieś dalej (że są już całkiem dobre), udało mi się znaleźć wydawnictwo (i osobę, która pokierowała, gdzie trzeba), które uznało, że inni też mogliby to poczytać. Jakiś czas później (październik 2006) w rękach trzymałam z dumą świeżutki egzemplarz „Słonych paluszków” i wąchałam druk ze śnieżnobiałych kartek. I czytałam, jak dobrą książkę… Nie do końca wierząc, że się udało.

Niezwykle miło było mi czytać recenzje z okładki – Krystyny Kofty i Tomasza Jastruna, a potem maile z pozytywnymi opiniami, pytaniami o kolejne tomiki i wielce miłymi słowami,  że ktoś przypadkowo trafił na tomik w księgarni, a teraz się w nim zaczytuje i chciałby jeszcze. Jakieś wywiady, rozmowy… Satysfakcja sięgała zenitu, kiedy przechadzałam się po empiku i w dziale poezja, natrafiałam na tę znaną mi okładkę .

Teraz czasem spoglądam na domowy regał z książkami i dumnym wzrokiem odkrywam czarny grzbiet, na którym widnieje moje nazwisko (pierwsza część obecnego – wtedy panieńskie jeszcze). Czasem oglądam okładkę z rysunkową nagą kobietą (i zastanawiam się, czemu wtedy niektórzy pytali, czy to jestem ja). Innym razem czytam pospiesznie to, co wtedy było mi tak bardzo bliskie – dziś już nieco mniej.

Dziś marzy mi się, by dotknąć pachnących stron drugiego tomiku (nieco innego, choć nie bardzo odbiegającego stylem od tego, co już jest), ale wiem, że to nie takie proste. Nawet jeśli znajdzie się właściwe wydawnictwo (mam wiele do opowiedzenia w sprawie moich dotychczasowych doświadczeń z wydawnictwem – może kiedyś), które stawia dobrą literaturę ponad książki kucharskie znanych osób (nie mam nic przeciwko tego typu książkom, ale…), to jeszcze trzeba trafić w gusta osoby decyzyjnej i zachwycić.

Testamet twój

jak sylvia albo jeszcze inna suszę grzyby
w kuchence. duchówce otwartej na rozcież

i wiem że dobrze byłoby już wyletnieć w tej chwili
złagodnieć. po wszystkim obeschnąć

 

zawsze myślałam że jakby co to odpłacę Bogu wierszami
o zielonych kiełkach rzodkiewki. czystym niebie. deszczu
spływającym w czarne dziury. naturalnie. moich pięknych oczach
dla których wszystko zaczęło się wcześnie rano

 

zapomniałeś już trochę

 

że jak umierać to powoli. pomału zdejmować buty. rozplątywać włosy
oglądać swoje palce. w kilku ułożeniach i pisać co się zostawia i komu.
tobie ślizgawki. ciasne łyżwy niedomyte kubki i wybór sukienki.
koloru w którym będzie mi dobrze. najlepiej

 

pamiętaj że czerń zawsze mnie postarzała
a ja chcę młodo. ja chcę najmłodziej

A schodząc nieci niżej – na ziemię – wciąż dziergam, no bo jak mogłabym inaczej : ) Stworzyłam parę chwil temu misię w niebieskiej sukience. O taki właśnie kolor chodziło zamawiającemu, więc pojechała już w Polskę.