Posts Tagged ‘miś na szydełku’

Szydełkowy budyniowy miś

Jest w internecie tyle fajnych miejsc/blogów, które odwiedzam systematycznie i podziwiam twórczość innych (w tym na pewno także i Wasze). Oglądam te rękodzielnicze cuda (nie tylko szydełkowe) i ilekroć na nie patrzę myślę sobie „o, jakbym chciała takie coś mieć na własność”. Jedną z możliwości wejścia w ich posiadanie jest wymiana (ja coś stworzę w zamian za ową pożądaną rzecz), ale często brak mi odwagi, by napisać z taką prośbą do danej osoby (tak jakoś – nie chcę się przecież nikomu narzucać ze swoimi szydełkowymi możliwościami; bywało też tak, że pisałam z tego typu propozycjami, a nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi – to zniechęca). Dlatego niezwykle cieszę się, gdy ktoś z taką propozycją zgłasza się do mnie. Taką osobą była ostatnio Marlena – wiele razy o niej i jej pracach wspominałam na moim blogu. Jak dla mnie ma świetny zmysł i wyczucie estetyki. Tworzy przepiękne rzeczy (zresztą same zobaczcie).

Umówiłyśmy się więc na wymianę – niby konkretną, ale mimo wszystko niespodziankową. Pozwólcie, że przez kilka następnych wpisów zaprezentuję, co posłałam Marlenie – dawkując nieco te moje szydełkowe twory. Będzie pastelowo. Zacznę od rzeczy pewnych, które miały się znaleźć w paczce.

miś na szydełku

Pewniakiem przesyłki miał być miś – kremowy lub jasno brązowy. Jak widzicie, postawiłam na krem. Kojarzy mi się z pyszną budyniową masą. Kokarda na szyi i szydełkowa na uchu podkreślają słodycz kolorów. Do tego plastikowe bezpieczne oczy i nos. I jest – 23 centymetrowy budyniowy smutasek.

PS. misia zgłosiłam do konkursu „Zainspiruj nas”.
PS1. zastopowałam produkcję elementów do pledu (obym szybko wznowiła) : )

Niebieski miś

„Na powierzchni rzeczy, w ich ułożeniu, ustawieniu, zestawieniu, kolorystyce odczytuje się wyraz i jakby obraz czyjejś duszy, czyjś krajobraz serca. Tak niewidzialny duch porządkuje świat widzialnych przedmiotów, udzielając im czegoś z siebie.”

Zapisaliśmy Zuzię do niepublicznego przedszkola – czy wybór padł na dobre przedszkole? To się okaże we wrześniu (a może wcześniej na zajęciach adaptacyjnych), choć dość mocno rozpoznawałam różne przedszkola. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne, ale i tak wiem, że początkowe tygodnie będą bardzo ciężkie. Zuzia jest bardzo wrażliwa (uwielbiam to u niej) i niesamowicie delikatna. Ze sporym dystansem podchodzi do wszystkiego i musi minąć jakiś czas, by zdobyła czyjeś zaufanie. Mam więc sporo obaw (takie zupełnie normalne typu: czy poradzi sobie z sytuacją, że nagle nie może nam się poskarżyć na coś, że nie może się przytulić, kiedy zrobi się smutno, kiedy się przewróci, itp.) Gorąco jednak wierzę w to, że damy radę i dzielnie zniesiemy tę kilkugodzinną rozłąkę. : )

Skończyłam dziergać parę chwil temu kolejnego misia mniejszego. Dołączy do zielonego misiaczka i razem zamieszkają u swojej nowej właścicielki. Miś mierzy około 14 cm i standardowo ma bezpieczne oczy i nos (pochodzą ze stoklasa.pl) - wykończone czarnym kordonkiem. Dodatkową ozdobą jest jasno niebieska kokardka na szyi. Misia wydziergałam z włóczki  yarn art jeans i wypełniłam wkładem do poduszek.

page

Tak jakoś mam, że najmocniej się angażuję i najwięcej serca wkładam właśnie w szydełkowe misie. Najmocniej dopieszczam zawsze twarze misiów – w końcu to one świadczą o ich charakterze. Często jestem pytana, czemu moje misie są smutne – gołym okiem widać, że nie uśmiechają się, ale takie właśnie podobają mi się najbardziej – w takim nieco smutaskowym/zamyślonym ujęciu. Ot taki krajobraz misiowego serca. Podobnego misia będzie można wygrać w organizowanej przeze mnie rozdawajce.

Seledynowy miś szydełkowy

Ależ mamy piękną wiosnę, prawda? A do tego wreszcie można jeszcze użyć dnia po pracy, bo gdy się z niej wraca jeszcze dość długo jest wiosennie widno. Aż się chce wyjść na rower. Planujemy właśnie z mężem jakieś małe przejażdżki, bo rowery doprowadzone do porządku. Dacie wiarę, że odkąd urodziła się Zuzia ani razu nie jechałam rowerem? (czyli ponad 3 lata, a nawet dłużej, bo kiedy byłam w ciąży mój nowo kupiony retro rower stał sobie i podpierał ściany garażu). Czas to zatem zmienić. Musimy kupić tylko jakieś wygodne krzesełko dla Zuzi, żeby mogła z nami podziwiać krajobrazy, a tyle ich jeszcze niezbadanych w naszej okolicy .

Ale właśnie z takim podejściem zaczynam się obawiać o czas dla szydełka – może niepotrzebnie, bo jak to mówią „dla chcącego nic trudnego”. Póki co powstał pierwszy z trzech zamówionych misiów – taki zielony/seledynowy. Mierzy około 13 cm (więc jest o połowę mniejszy od moich standardowych misiaków). Pierwszy raz tworzyłam też misia z włóczki yarn art jeans. Nosek pochodzi ze stoklasa.pl

miś na szydełku W kolejce czekają już kolejne dwa misie – oczywiście w innych kolorach. Czekam na zamówione bezpieczne oczka plastikowe – niestety w takim mniejszym rozmiarze już zabrakło. Za to włóczki mam pod dostatkiem. Mam jeszcze chrapkę na szydełkowy bieżnik, ale strasznie trudno znaleźć mi w sieci jakiś fajny schemat, a chciałabym raczej taki minimalistyczny i niezbyt skomplikowany. A może mogłybyście mi coś polecić?

PS. jesteśmy właśnie na etapie szukania „właściwego” przedszkola dla Zuzi. Niestety nie dostała się do żadnego z wybranych przez nas przedszkoli państwowych (to jakieś nieporozumienie – moim zdaniem, ale o moim lekkim „oburzeniu” i kryteriach przyjęć napiszę przy innej okazji).

 

Beżowy miś szydełkowy

Jakoś dawno nie gościły na moim blogu szydełkowe misie (choć czas taki przedświąteczny bardzo – Wielki Czwartek i na Waszych blogach pojawiają się wielkanocne ozdoby), więc czas to zmienić, zwłaszcza, że nadarzyła się ku temu świetna okazja – nowe zamówienie. Siedziałam więc kilka ostatnich wieczorów (oczywiście były to wieczorowe chwile, a nie całe wieczory) nad beżowym misiem, który razem z turkusowym powędruje już wkrótce w świat.

W trakcie, jak go tworzyłam, to miś raczony był rozmową z Zuzią, która tłumaczyła mu, że jak tylko będzie miał rączki i nóżki, to pojedzie do jakiejś pani. Ja w tym momencie wcielałam się w misia i mówiłam „ale ja nie chcę jechać do pani – chcę zostać z tobą”, na co Zuzia jeszcze raz mu powtarzała, że musi pojechać i wtedy zwracała się do mnie – „mamo, no powiedz mu”. Uwielbiam, jak Zuzanka wchodzi w rolę, a dzieci robią to tak prawdziwie i uroczo, i całą sobą złości się na misia, że ten nie chce jechać…no a przecież musi.

Miś standardowo ma około 23 cm wzrostu i kokardkę na szyi – pastelowo różową w białe groszki (taką wstążką była związana jedna z paczuszek od Marleny). Wydziergałam go z akrylowej włóczki, ale nie pamiętam jakiej.

Jaki jest miś? Standardowo jakby smutny – uwielbiam takie smutaskowe/gapciowate minki. Oczy i nosek (ten kształt wydaje mi się być idealny) pochodzą ze sklepu stoklasa.pl.

szydełkowy miś

Misiów będzie od dziś na blogu nieco więcej, bo próbuję się wywiązać z kolejnego zamówienia – tym razem na trzy małe, kolorowe misie. Planuję też już wkrótce ogłosić mały konkurs/candy, w którym będzie można wygrać misia, więc i taki specjalny powstać musi.

 

Szydełkowy miś w turkusie

Do swojego brata - słonecznego misia dołączył młodszy turkusowy. Jest nieco mniejszy (mierzy około 20 cm). W podróży do swojej właścicielki na pewno będzie im teraz raźniej. Turkusowy miś w ostatniej chwili zmienił różową kokardę na pomarańczową (zgodnie z prośbą zamawiającego).

Wiecie? Uwielbiam dziergać misie – bez względu na to, czy to na zamówienie, czy dla „użytku” własnego. Kiedy misie są zamówione jest jakaś większa satysfakcja – w końcu to jakiś sygnał, że ktoś je docenił i chce mieć takiego samego. Coraz częściej jednak stawiam sobie pytanie – czy dobrze je wyceniam – nie chcę też psuć rynku, ale gdy patrzę na ceny ręcznie wykonanych misiów, to dochodzę do wniosku, że jednak psuję. Swoje standardowe misie (mierzące 25 cm) wyceniam przeważnie na 40 zł z przesyłką. Myślę sobie, że to jednak zdecydowanie za mało. W końcu sama przesyłka kosztuje około 10 zł, do tego włóczka, oczka, nosek, wypełnienie, wstążka, opakowanie = 20 zł. Czyli koniec końców za swoje kilka/czasem kilkanaście godzin wytężonej pracy dostaję 10 zł.

Tymczasem szydełkowe misie kosztują w różnego rodzaju sklepach internetowych średnio 60-70 zł + koszty przesyłki. Czas chyba zmienić cennik. Misie made in China kosztują czasem drożej niż te moje 40 zł.

Wiem, że wycena własnoręcznie stworzonych prac to dość delikatny temat – bo z jednej strony mamy twórcę – z drugiej klienta, któremu często wydaje się, że zrobienie czegoś, to takie hop siup, więc nie powinno za dużo kosztować.

Dodam jeszcze,że nie żyję z tworzenia misiów i nie tworzę ich, żeby zarobić, ale każdy dodatkowy grosz jest cenny, więc jeśli zaczynam czuć, że jednak to, co dostaję za swoją pracę twórczą, to za mało, to chyba naprawdę czas to zmienić (może przynajmniej w cenę misia nie powinna być wliczona przesyłka). Prawda?

1 2