Posts Tagged ‘miś na szydełku’

Biały miś dla dziewczynki

Witajcie w ten pochmurny i deszczowy dzień – nie ma co narzekać, w końcu jesień ma wiele twarzy : ) Jesień deszczowa, czy słoneczna – u mnie wciąż królują misie. Na przykład taki biały z różowo-złotą kokardką. Miś ma 23 cm i już opuścił moją małą fabrykę miśków – musi zdążyć na czas – przed narodzinami dziecka. Zdąży. Podobnie, jak kolejne małe misie, które powstają.

biały miśA Zuzia znowu ma przerwę od przedszkola – katar, kaszel i tego typu „atrakcje” – pod tym względem nie znoszę przedszkola, a do tego muszę Wam napisać, że zadziwia mnie państwowa służba zdrowia. My najczęściej korzystamy z usług prywatnego pediatry (sporo pieniędzy już zapłaciliśmy), ale dziś np. postanowiliśmy postawić na tą samą panią doktor, do której chodzimy prywatnie, ale tym razem przyjmującej państwowo. No bo w końcu, po to jest i w dodatku za to płacimy. Pomijam fakt, że trzeba było wcześnie rano zjawić się, by zapisać Zuzię, ale jakość usługi pozostawiła wiele do życzenia.

Mam tu na uwadze to, jak jesteśmy traktowani, gdy chodzimy do pediatry i płacimy za wizytę, a jak dziś (państwowo). Przypominam – ta sama pani doktor. Prywatnie – uważnie wysłucha, przepisze leki, poradzi, uśmiechnie się, przyjmie nawet w niedzielę, wypisze zwolnienie. Państwowo – nie da zwolnienia (bo nic nie widzi takiego), wypisze skierowanie do laryngologa (bo do ucha też nie zajrzy) i niech on się martwi. Przechodziliśmy już raz zapalenie ucha i jakoś wtedy nie było problemu z zajrzeniem do ucha – można było postawić diagnozę i przepisać właściwe leki. Bo prywatnie? I to dlatego?

Zaskakuje mnie to, wiecie? Naprawdę wierzyłam, że to jednak zależy od człowieka i że wtedy nie ma znaczenia, czy zakłada fartuch służbowy, czy prywatny. Że jest lekarzem – w każdej sytuacji. I jak my teraz mamy pójść prywatnie do tej pani doktor, wiedząc jak nas potraktowała państwowo? Ech…

Beżowy duży miś szydełkowy

Witajcie pięknie jesiennie, bo piękne mamy lato tej jesieni, prawda? : ) A nam w sobotę udało się zasmakować zarówno jesieni, jak i lata. Na działce moich rodziców, na wsi spokojnej, na wesołej grabiliśmy liście (choć na drzewach wisi ich jeszcze całe mnóstwo), a potem wrzucaliśmy je w ognisko. Uwielbiam patrzeć jak płonie ognisko, zapach tego specyficznego dymu i takie sielskie dotlenienie przy machaniu grabiami – aż do szarówki – tego mi było trzeba. Zuzia też się wyhasała i miała wreszcie okazję pobawić się piaskiem – mówię Wam, jakie budowle powstawały przy cieple ogniska : )

Na takie jesienne słońce załapał się też mój nowo powstały beżowy miś. Całe jego 30 cm pięknie mi pozowało podczas małej wiejskiej sesji. Miś już dziś wyruszy w podróż ze swoim dużym kremowym bratem. A w pełnej gotowości twórczej czeka już turkus – oczywiście gotowy na misia.

miś beżowy

 

Duży miś szydełkowy

Witajcie. Dziś przychodzę do Was z niby takim samym, wyczarowanym na szydełku, misiem, ale jednak nieco innym, bo ten oto miś mierzy sobie 30 cm (moje standardowe mają zazwyczaj około 23 cm, więc dla mnie jest duży – zdecydowanie. Aż się w kadrze zmieścić cały nie chciał : ) ). Ten budyniowy miś jest więc największym, jakiego do tej pory zrobiłam (nie licząc jakichś tam wprawek). A poza tym, to zwyczajnie – miś ze swoją wielką małą duszą i kokardkami – dziewczyński : )

duży miśCzy Wam czas też się jakoś skurczył przesadnie? Do tego człowiek zmęczony bardziej. No jakaś ta jesień taka – dziś piękna słoneczna i ciepła, no ale mimo wszystko…

 

Miś z kokardką w serca

Co dziś pokażę? No chyba dobrze wiecie, że misia. Niedługo będą mi się śniły po nocach. Dręczę Was nimi niemiłosiernie, no ale ostatnimi czasy to właśnie one u mnie rządzą, więc…muszę. Dziś patrzy na Was kremowy miś z różową kokardką w serduszka – w standardowym rozmiarze – 23 cm. Niedługo zacznę dziergać nieco większe, bo 30 centymetrowe – no ciekawe, ciekawe. : )

W kolejce czekają kolejne już – na razie tylko w planach, za to czapka śpioszka, którą już dawno obiecałam powstaje od nowa, bo musi idealnie pasować (a raczej – nie może być za mała, a ta poprzednia, którą zaczęłam szydełkować wydała mi się za mała – byłaby pewnie taka dopasowana mocno, a tak być nie powinno). Te wieczory jakieś przykrótkie. Ta pogoda jakaś senna. Ten sen za szybko przychodzi i w ogóle.

miś na szydełku

A co u nas przedszkolnie? Wyobraźcie sobie, że od kilku dni (czytaj – trzech) Zuzia nie płacze już, kiedy zostawiamy ją w przedszkolu (pyta jedynie każdego dnia „po czym przyjdzie babcia?” – zazwyczaj po drugim daniu obiadowym). Co więcej zaczęła tam samodzielnie jeść i kiedy przychodzi do domu opowiada o kolegach i koleżankach (znam już parę imion jej towarzyszy doli/niedoli przedszkolnej : ) ) i ogólnie o tym, co działo się w przedszkolu. Wychodzimy chyba na prostą  : )

 

Szydełkowy miś z różem

Ależ jesień chłodno nas powitała. Zaraz po przebudzeniu (około 5:30, kiedy wszystko jeszcze raczej śpi) zerkam na zaokienny termometr i widzę równe 0 (słownie – zero) stopni. Szoook! Ja już oczywiście jakiś czas temu wskoczyłam w ciepłe skarpety do spania, ale jakoś tak nie za ciepło pod kołdrą (choć ja to raczej zmarzluch jestem, więc na dokładkę termofor pod postacią zaspanego hipcia zabieram ze sobą). Zdecydowanie wolę złotą polską jesień – tylko w takiej odsłonie (ewentualnie, gdy nie trzeba wychodzić z domu – wtedy przełknę nawet deszcz) jest do zniesienia.

A ten oto miś zdążył wyruszyć w podróż jeszcze latem (szczęściarz). Taki dziewczyński miś z wielce różową kokardką na szyi i na uchu. Być może on też weźmie udział w profesjonalnej sesji. Swoją drogą z wielką przyjemnością nauczyłabym się, jak grać światłem, by zdjęcia małych przedmiotów wyglądały najlepiej. Gdzieś w sieci spotkałam kilka fajnych patentów na namiot bezcieniowy (szumna nazwa) – następnym razem je przetestuję i jak okażą się przydatne chętnie podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami (bo wiadomo, że dzień coraz krótszy, więc i światła do zdjęć zbyt mało). No i koniecznie muszę znaleźć moje zgubione gdzieś „chciejstwo”, bo jakaś taka leniwa się zrobiłam, a kolejne włóczki czekają.

miś-z-różem

PS. Zauważam (razem z panią ciocią z przedszkola), że Zuzia powoli się rozkręca – nawet pochwały już zaczynamy zbierać : ), choć podobno jeszcze z jedzeniem nie jest tak, jak być powinno – no mamy czas – mamy…

1 2 3 5