Mały puchaty miś

szydełkowy miś

Wspominałam już kilka razy, jak bardzo polubiłam ten rodzaj włóczki – daje wrażenie, jakby maskotki były szyte. Żadne oko nie wypatrzy tu szydełkowego ściegu. Do tego maskotki są niezwykle mięciutkie. Wykonywałam już kilka miśków z tej włóczki. Zawsze były duże – tym razem wyszydełkowałam małego misia. Mierzy 15 cm. Przyozdobiłam go fioletową kokardką na szyi i małą szydełkowa kokardką na uchu. W takim odzieniu posłałam do nowej właścicielki.

A tak poza tym to od kilku dni nie chce mi się w ogóle chwytać do ręki szydełka  – szydełkowstręt?  Dacie wiarę? Ja pasjonatka nie mam głowy do szydełka. Jutro rano jedziemy do szpitala, żeby pozbyć się migdałków – moje myśli krążą teraz tylko wokół tego tematu. Wszystko inne jest mało istotne. Jak wszystko dobrze pójdzie, to w sobotę wracamy do domu. Trzymajcie kciuki, proszę.

Kremowy miś i fiolet

szydełkowy miś

Witajcie. Dziś o tym, jak miś stał się panią misiową. Ostatnio dostałam zamówienie na misia z fioletowymi dodatkami – zupełnie umknęło mojej uwadze, że klientka zażyczyła sobie panią misiową – zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Zasugerowałam się jednym ze zdjęć, które miałam wysłane, jako wytyczną – kremowy miś z fioletowymi kokardkami. I tak też powstał pan miś – smutaskowy pan miś. Gdy pokazałam zdjęcia gotowego misia, dowiedziałam się, że miała być sukieneczka i rzęsy. I o ile wykonanie sukieneczki nie było dla mnie żadnym problemem, to na rzęsy niestety było już za późno. Wyszywa się je tuż przed wypchaniem misia.

Stanęło więc na tym, że będzie miś w sukience, ale bez rzęs. I myślę sobie, że w takiej wersji nie traci aż tak dużo na swojej misiowej dziewczęcości : ).  Oryginalnie miś pojechał w sukieneczce i z kokardką na uchu. O tak. Można? Można : )

Misia w łososiowej sukience

szydełkowy miś

Misia, którą widzicie była tworzona na specjalne zamówienie. Tworzyłam ją w niemałym pośpiechu, bo miała trafić do miłośniczki misiów wszelakich i stać się prezentem imieninowym. I pewnie by trafiła, gdyby osoba zamawiająca, z podobnym entuzjazmem, z jakim ją zamawiała, odpowiedziała na moją wiadomość, że misia już gotowa i podała adres wysyłki. Niestety – przez długi czas nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi – nie mam jej do dziś i już mocno po terminie. A naprawdę wzięłam sobie do serca, że tworzę misia dla pasjonatki, że musi być szybko i na czas. Rzuciłam, więc  wszystko inne i wywiązałam się ze zobowiązania.

Takie sytuacje oduczają powoli zaufania do ludzi – na szczęście nie posłałam misi, a chwilę potem ktoś inny przygarnął ją pod swój dach. Co nie zmienia faktu, że klienci bywają naprawdę różni, a nieuczciwość przekreśla wszystko. Wiem, że niektórzy rękodzielnicy najpierw proszą o zapłatę, a dopiero potem wysyłają zamówioną rzecz – może to jest pomysł, choć ja do tej pory praktykuję zupełnie co innego.

Wczoraj odetchnęłam z ulgą, bo skończyłam wreszcie nieco większe zamówienie (aż 5 maskotek) – dziś poślę tę liczną gromadkę do Belgi i ze spokojnym sumieniem siądę do kolejnych : )

Wiosennego poniedziałku Wam życzę.

Mała misia w jagodowej sukience

szydełkowa misia

Witajcie. W tym całym zabieganiu przychodzę dziś do Was na moment, żeby pokazać kremową misię w jagodowej sukience. Do sukieneczki wydziergałam koronkową falbankę i jasno błękitną kokardkę na uszko – mój standard.

Chciałabym, w ramach urozmaicenia, pokazać Wam coś innego, ale niestety nie wystarcza mi czasu na inne szydełkowe eksperymenty. Czasem mam wrażenie, że w ogóle nie umiem pogodzić roli szydełkomaniaczki, matki, żony, osoby pracującej od 8 do 16 i „pani domu”. Często idę na pewne ustępstwa, czasami mam wyrzuty sumienia, że coś zaniedbuję i coraz częściej muszę podejmować decyzje, czy wywiązać się z terminu i spędzić kilka godzin wolnej soboty nad maskotką, czy też zabrać się np. za świąteczne porządki i prosić o wyrozumiałość zamawiającego. Koniec końców udaje mi się znaleźć czas i na to i na to (cudem jakimś chyba).

I naprawdę tęsknię za takim błogostanem, że nic nie muszę na już, że mogę sobie wszystko na spokojnie zaplanować i wykorzystać chwile, kiedy np. mam wenę do porządkowania.

Tymczasem cały czas na dokończenie czeka dywanik, który dziergam do pokoju Zuzi, ale niestety i on w tej chwili leży lekko zapomniany. Na pewno wrócę do niego, jak tylko nadrobię zaległe zamówione prace. Wtedy z największą ochotą wrócę do kolejnych okrążeń – czekam na to z utęsknieniem : )

Ciepłego weekendu życzę Wam wszystkim : )

Mały kudłaty miś

szydełkowy miś

To kolejny miś w takim lekko stylu retro. Stąd ta miętowa maszyna (jedna z naszej większej kolekcji aut sprzed lat), która towarzyszyła w sesji. Uwielbiam ten efekt i uwielbiam dziergać tego typu misie – w takim kolorze, z takiej włóczki. Dlatego, jak tylko trafia się takie zamówienie, mogłabym rzucić wszystko inne, by się nim zająć. Miś jest malutki, bo mierzy 15 cm i jest wiece gapciowaty – do tulenia.

Staje się powoli to, czego się obawiałam, że jak przyfrunie do nas wiosenne powietrze i przyniesie ze sobą cieplejsze dni, to weekendy aż będą się prosiły, by spędzać je na łonie natury. My już poniekąd zaczęliśmy sezon działkowy. Wczoraj nawet piekliśmy kiełbaski nad ogniskiem. Zupełnie spontanicznie – bez większych przygotowań – po prostu – działka, ognisko, kijki, kiełbaski, coś do smaku i gorąca herbata z termosu. Obawa jest tylko jedna – właśnie. Pewnie szydełko będzie rzadziej używane w weekendy, ale za to będę musiała nadrabiać wieczorami : )

Co nie zmienia faktu, że te powiewy wiosny tak pięknie nastrajają – oby coraz mocniej. A propos wiosny, to ja ostatnio  prawie oszalałam na punkcie różnych koktajli/smoothie – codzienna porcja zdrowia być musi, czy to kiwi z natką pietruszki, czy  banan i pomarańcza, a oprócz tego czystek popijam namiętnie…

Pozdrawiam poniedziałkowo, życząc udanego tygodnia.