MIŚ Z BRZOSKWINIOWYM NOSKIEM


Zaniedbuję ostatnio trochę blog, nad czym mocno ubolewam, bo pisanie postów sprawiało mi zawsze ogromną frajdę (cały czas sprawia) – podobnie zresztą, jak prezentowanie tego, co udało się wyszydełkować. Na szczęście wciąż go odwiedzacie i choć może nie zostawiacie za wielu komentarzy, to i tak cieszę się bardzo, że w jakiś sposób ten blog wciąż żyje. Żyje wraz z Czarodziejską Chatką. Cały czas bardzo aktywny jest profil misiowy na Instagramie i FB – tu także sklep z maskotkami do zamówienia. Jeśli mielibyście, więc ochotę śledzić rękomisiowe poczynania, to serdecznie zapraszam. Pokazuję tam na bieżąco swoje wszystkie wytwory – tu trafiają one z lekkim poślizgiem, no ale…

…a dziś prezentuję beżowego misia – 30 cm. Miś troszkę różniący się od pozostałych, bo ma brzoskwioniowy nosek. Myślę sobie, że taka rodzina misiów też może podbić serca : )

Misiowy domek


Misiowy domek marzy mi się od dawna – taki z prawdziwego zdarzenia. W tej chwili mam jedynie namiastkę. Pożyczam czasem od Zuzi drewniany domek i mebelki jej lalek. Wtedy zabawiam się w kreatora wnętrz i podglądam, jak się misie w domku mają. Niedawno, na przykład,  natrafiłam na popołudniową herbatkę (już mi ktoś zwrócił uwagę na to, jak rękomisiowi panowie są niekulturalni – panie misie stoją, a oni w najlepsze rozsiedli się w fotelach). Oczywiście pomogę im nabyć nieco ogłady.

Wracam dość często do moich wcześniejszych wpisów na blogu – przeglądam zdjęcia – patrzę, w jakim kierunku się rozwijają i wiem, że uwielbiam minimalizm, dlatego dużo bardziej podobają mi się zdjęcia rękomisiów na białym tle. Białe tło, miś, jakiś dodatek i nic poza tym. Po prostu. Tym razem misie musiały wystąpić w nieco innej scenerii, ale sama nie wiem, czy to moje klimaty. Jak już spełnię to swoje dziecięce marzenie o posiadaniu domku z wyposażeniem dla misiów, to będę musiała to jakoś pogodzić. A na razie wciąż królować będą u mnie białe tła, może już niedługo jeszcze bardziej białe, bo zamierzam zaopatrzyć się w namiot bezcieniowy – wiem, wiem – już od dawna o nim piszę, ale jakoś do tej pory obywam się bez niego. Wiecie jak to jest. Jestem niesamowicie ciekawa różnicy w zdjęciach – oby w ogóle była.