Misiowy domek


Misiowy domek marzy mi się od dawna – taki z prawdziwego zdarzenia. W tej chwili mam jedynie namiastkę. Pożyczam czasem od Zuzi drewniany domek i mebelki jej lalek. Wtedy zabawiam się w kreatora wnętrz i podglądam, jak się misie w domku mają. Niedawno, na przykład,  natrafiłam na popołudniową herbatkę (już mi ktoś zwrócił uwagę na to, jak rękomisiowi panowie są niekulturalni – panie misie stoją, a oni w najlepsze rozsiedli się w fotelach). Oczywiście pomogę im nabyć nieco ogłady.

Wracam dość często do moich wcześniejszych wpisów na blogu – przeglądam zdjęcia – patrzę, w jakim kierunku się rozwijają i wiem, że uwielbiam minimalizm, dlatego dużo bardziej podobają mi się zdjęcia rękomisiów na białym tle. Białe tło, miś, jakiś dodatek i nic poza tym. Po prostu. Tym razem misie musiały wystąpić w nieco innej scenerii, ale sama nie wiem, czy to moje klimaty. Jak już spełnię to swoje dziecięce marzenie o posiadaniu domku z wyposażeniem dla misiów, to będę musiała to jakoś pogodzić. A na razie wciąż królować będą u mnie białe tła, może już niedługo jeszcze bardziej białe, bo zamierzam zaopatrzyć się w namiot bezcieniowy – wiem, wiem – już od dawna o nim piszę, ale jakoś do tej pory obywam się bez niego. Wiecie jak to jest. Jestem niesamowicie ciekawa różnicy w zdjęciach – oby w ogóle była.

Kudłaty miś w spodenkach


miś przytulanka

W moich zasobach włóczkowych znalazłam ostatnio bardzo fajną kudłatą włóczkę (a la bouclé) i tak się też złożyło, że został zamówiony kudłaty miś – oczywiście od razu zaproponowałam wykonanie misia właśnie tą wełną. Moje misiowe, te bardziej udane,  początki związane są właśnie z nią. Mój ulubiony rękomiś, o którym pisałam już kiedyś i wspominałam, że nigdy go nie sprzedam też powstał właśnie z takiej włóczki z efektem bouclé.

Jest w tej włóczce coś takiego, co sprawia, że misie dostają takiego przyjemnego efektu postarzenia – stają się misiami retro. Gdyby to ode mnie zależało, to tworzyłabym maskotki tylko tego typu – lekko sentymentalne, przenoszące w czasie.

A to takie moje małe skojarzenie z misiami, które czasem towarzyszą dzieciom od narodzin – myślę sobie, że to genialna sprawa mieć u swojego boku takiego misia przez całe życie…