SZARY MIŚ I PISTACJA


Pełnia lata. Jestem już po dłuższym urlopie, ale już tęsknię do następnego. Na szczęście niedługo pojedziemy jeszcze na kilka dni do Poronina – lubię mieć na co czekać (miły to stan). Góry kochamy bardzo i mimo ostatniego pobytu w Kotlinie Kłodzkiej, wciąż mało nam tych widoków. Nic tak nie wycisza, jak widok szczytów we mgle, szumu strumyków, odgłosu stąpania po górskich kamienistych szlakach i tego, co widać w dole. Do tego to rześkie powietrze. W jakiś niewytłumaczalny sposób to wszystko pozwala zdystansować się do rzeczy tyczących codzienności – “góry są wielkie, a my malutcy”. Niesamowicie miło, że tę miłość do gór dzieli tak wiele osób, którzy na szlakach rzucają sympatyczne “dzień dobry”.

Mimo planów na wakacyjny wypoczynek, wciąż jednak dziergam i powiem Wam, że samo szydełkowanie nie męczy wcale – wręcz przeciwnie – odpręża myśli. Bardziej nurząca jest świadomość, że na swoją realizację czekają kolejne zamówienia i nie można sobie odpuścić. Jest to jakieś obciążenie, ale na szczęście to ja decyduję, kiedy i czym się zajmuję. Staram się też wyznaczać rozsądne terminy, by z jednej strony nie odstraszyć czekaniem klientów, z drugiej strony, by nie przygnieść się nadmiarem realizacji. Na prowadzenie tej swojej małej firmy mam jedynie czas popołudniami (kiedy wrócę z pracy i wypełnię domowe obowiązki) i w weekendy, które teraz latem wykorzystujemy na podróże – w końcu człowiek czeka na lato cały rok.

Siedzę, więc letnimi wieczorami przy biurku i tworzę. Misiów powstaje tak dużo, że momentami przestaję nadążać z ich pokazywaniem, a galeria tych nieprzedstawionych jest naprawdę spora (pokazuję je w miarę systematycznie na FB i Instagramie). Jakiś czas temu powstał szary 15-centymetrowy miś. Nosi pistacjowe spodenki. Niezwykle podoba mi się to zestawienie kolorystyczne i uwielbiam do niego wracać, jak tylko mam wolnę rękę w wyborze kolorystyki. Miś ze spojrzeniem z serii – “proszę, zabierz mnie do domu”.