CZARODZIEJSKA CHATKA I RĘKOMISIE


Siedzę sobie teraz przy swoim małym centrum dowodzenia Czarodziejską Chatką. Patrzę na bałagan panujący na biurku. Wiem, że powinnam dokończyć tego misia, bo teraz jest czas i miejsce, bo tak zaplanowałam, ale jakoś wzięło mnie na wspominki, a to najlepszy moment, żeby się wypisać. Gdzie, jak nie na blogu? Myślę sobie, że mam szczęście i że świetnie się stało, że misie znajdują wciąż nabywców, a może to już czas, kiedy to raczej nabywcy znajdują rękomisie.

Zaczynałam przecież tak niewinnie. Liczyła się tylko pasja, która pozwalała zająć chwilę nudy i przysłonić zbędne myśli. Dysponowałam jednym szydełkiem, tanią włóczką i koralikami, z których powstawały oczy. Pierwsze misie trafiały do szuflady – były wykonane z fantazyjnych włóczek w kolorach tęczy (a propos – mam plan, by do takich włóczek wrócić). Pamiętam, jak wiele czasu poświęciłam na to, by dopracować proporcje i uchwycić styl. Było to dla mnie naprawdę ważne, a stało się jeszcze ważniejsze, kiedy ruszyłam z Czarodziejską Chatką. Chcę tworzyć maskotki i inne szydełkowe rzeczy, które sama chciałabym kupić. Muszą, więc spełniać pewne normy jakościowe i wizualne. Dobrze wiem, że ludzie, którzy cenią rękodzieło i mają świadomość tego, że musi być ono droższe od rzeczy wytwarzanych masowo, cenią też jego wykonanie i estetykę. Mocno o nią dbam.

Do pełni szczęścia brakuje mi, więc jeszcze tego, by maskotki pakowane były w gustowne pudełka z okienkiem, ale to oznacza jedno – rękomisie musiałyby być droższe, bo i pudełko kosztuje i jakieś dodatki, i cena wysyłki paczki wzrasta. Zastanawiam się więc nad opcją maskotki w ozdobnym pudełku, dla chętnych. Pewnie niedługo wypróbuję. Jak myślicie, czy to będzie na plus?

Szydełkowy miś i mięta


Witajcie po długiej majówce, bo jest duże prawdopodobieństwo, że wykorzystaliście okazję do przedłużenia sobie weekendu. My – tak. Tak bardzo brakuje mi takich dłuższych wolnych dni, dlatego, jak tylko pojawia się taka okazja – wykorzystujemy. Nam udało się zobaczyć makietę kolejki na Stadionie Narodowym w Warszawie (ta, która jest na wrocławskim dworcu jest 100 razy bardziej okazała), odwiedzić piękny Zamość (a w nim także ZOO) i wystarczyło jeszcze czasu na odpoczynek na wsi. Oczywiście nie zabrakło szydełkowania, ale dziś miś, który powstał nieco wcześniej.

To zestawienie kolorystyczne lubię chyba najbardziej. Taki szary minimalistyczny rękomiś i pistacjowa/miętowa kokardka na szyi. Do tego mnóstwo słońca – akurat natrafiłam na nie podczas sesji tego szarego misia i mam nadzieję, że będzie go już tylko więcej. Wiosna!!!

Duża pani misiowa


szydełkowe maskotki

No nareszcie oczka z Hong Kongu dotarły, a to znaczy, że nie muszę już obawiać się, że któreś zamówienie będzie musiało czekać. Swoją drogą – ilekroć odwiedzam zagraniczne sklepy internetowe (zwłaszcza chińskich kupców), to nie mogę wyjść z podziwu, jak wielki mają asortyment – oczek i nosków do wyboru (są noski dla piesków, koala, kotków, miśków, króliczków, z wąsami i bez; oczy z malowanymi tęczówkami, z rzęsami i bez), do tego całe mnóstwo akcesoriów, których w naszych sklepach się nie znajdzie. Często robiąc, więc zakupy muszę mocno naginać moją wolę, żeby przypadkiem nie naruszyć zbytnio budżetu, którym dysponuję na zakupy, choć i tak zagraniczni sprzedawcy mają dużo rozsądniejsze ceny.

Kilka dni temu powstała kremowa misia – z serii tych dużych – mierzy aż 30 cm wysokości, co widać na zbiorowym zdjęciu. Te mniejsze miśki, które pokazywałam jakiś czas temu, mają po 23 cm. Ot taka kremowo-jagodowa gromadka. Dzień dobry w poniedziałek : )