JAK ZROBIĆ SERCE NA SZYDEŁKU?


Są takie wzory i szydełkowe schematy, które mimo tego, że są niezwykle proste i szybkie w realizacji (nawet dla początkujących), to cieszą oko pięknym efektem. Do takich należy z pewnością schemat serduszka, które chciałabym Wam pokazać krok po kroku w tym mini tutorialu. Serduszko, jako aplikacja fajnie może wyglądać jako większa całość w postaci małej girlandy, jako spinka, czy po prostu naszyte na ubranie. Ja przyszywam serduszka na brzuszki maskotek. Ozdabiam też nimi paczuszki, które wysyłam do klientów Czarodziejskiej Chatki.

CO BĘDZIE NAM POTRZEBNE?

  • trochę włóczki – np. Yarn Art Jeans w kolorze czerwonym
  • szydełko (do włóczki Art Jeans – 3mm)
  • nożyczki
  • podstawy szydełkowania (umiejętność wykonania słupka, słupka z podwójnym narzutem oraz „magicznego kręgu”)

MAGICZNY KRĄG

Zaczynamy od wykonania magicznego kręgu (lub, jak kto woli magicznego kółka/pętli – magic loop). Na tym kręgu dziergamy 3 oczka łańcuszka.

jak wyszydełkować serce

Następnie 3 słupki podwójne (2 razy robimy narzut nici – 2 razy nawijamy nić) i 3 słupki.

jak zrobić serce na szydełku?

Potem oczko łańcuszka i 1 słupek podwójny. W dalszych krokach wykonujemy oczko łańcuszka, potem 3 słupki, 3 słupki podwójne i na koniec oczko ścisłe (zamykające magiczny krąg). Pociagamy za nitkę od magicznego kręgu i nadajemy kształt naszemu sercu. Związujemy ze sobą wystające nitki i obcinamy je. Serce gotowe.

Cały powyższy opis można zamknąć w jednym, poniższym schemacie.

serce-schemat

schemat serca (mojego autorstwa)

 

Szydełkowa portmonetka – african flower


Rzeczy są puste i martwe bez człowieka, bez jego troski, bez miłości. Jak porzucone kapcie, niczyje rękawiczki, okulary…Nie pozwólcie pustce zamieszkać między wami, w waszym domu, bo on zacznie umierać…

Poczyniłam ostatnio wielki powrót do portmonetek, a to za sprawą genialnego, i na pewno Wam znanego, wzoru african flower. Świetny do wplecenia w kwadrat, koło, sześciobok (ośmiobok). Pięknie prezentuje się jako element poszewek, abażurów, kocyków, itp.

Chylę czoła projektantom tego wzoru, czyli Lounette Fourie i Anicie Rossouw. Wzór ten ukazał się po raz pierwszy w czasopiśmie pochodzącym z Republiki Południowej Afryki – „Sarie”. Ja wypróbowałam go (pierwszy raz sięgnęłam po ten wzór i już go pokochałam) jako element portmonetki. Myślę, że mogłabym wykonać podobne portmonetki na zamówienie, więc jakby coś to wiecie, gdzie mnie szukać… : ) )

szydełkowa portmonetka

Jak na moje oko – efekt jest bardzo ciekawy – jestem z niego w pełni zadowolona. Wplotłam african flower w koło. Stworzyłam dwa takie elementy i dopasowałam do kształtu bigla (bigle ze sklepu Stoklasa) Na końcu połączyłam je ze sobą i przyszyłam do bigla. Oczywiście nie mogło zabraknąć pastelowych kolorów. Myślę, że sam kwiat jest na tyle interesujący (i kolorowy), że wszelkie inne ozdoby byłby raczej nie nie miejscu.

Tak mi się przyjemnie dziergało ten kwiat, że za chwilę powstanie druga portmonetka. Łączenie kolorów to po prostu ogromna frajda i przyjemność. Niestety chyba za moment zabraknie mi włóczek : ) a zamierzam jeszcze stworzyć jakieś fajne poszewki na poduszki do naszej nowo zakupionej sofy.

W tym miejscu znajdziecie samouczek, a poniżej schemat african flower.

african flower

Szydełkowa siatka/torba na zakupy


W mojej głowie ostatnio sporo pomysłów na powroty do tego, co stare, a towarzyszą temu przemyślenia na temat tego, jak kiedyś żyli ludzie i jak spędzali swój wolny czas. Czyżby dusza mi się starzała? : ) W swoich szydełkowych inspiracjach mam kilka zdjęć takich dzierganych „dziurawych” toreb. Pamiętam też taką scenę z filmu „Poszukiwany, poszukiwana” z Wojciechem Pokorą, w której Marysia wraca do domu rowerem z taką właśnie siatką pełną cukru. Nie wiem,  z czego tworzone były owe siatki (niektóre chyba z bawełny), ale były niemiłosiernie rozciągliwe i raczej mocne.

Zauroczona tym, co dawne (i chyba coraz bardziej modne – moda na lata 80-te i PRL – w tym przypadku. Podobno nazywano ją kiedyś „anużką” – bo a nuż coś się trafi : ) ) postanowiłam wyszydełkować sobie właśnie taką lekko ażurkową siatkę. To chyba taki mały snobizm. Kiedyś noszono je, bo nie było innych, a dziś niektórzy płacą sporo, by móc przywołać wspomnienia.

Brałam pod uwagę dwie opcje – jedna mówiła o siatce z dziurami (typowa ażurowa), a druga – o siatce bardziej zwartej (choć niepozbawionej drobnego prześwitu). Wygrała druga – wydawało mi się (i nadal wydaje), że jednak taka będzie bardziej praktyczna. Do wydziergania wykorzystałam świetną przędzę –  55 % bawełny i 45 % wiskozy – zielonkawy kordonek o nazwie Cool Silk Yarn ze stoklasy. Bardzo przyjemny w dotyku, z lekkim połyskiem.  Oprócz tego dwie inne włóczki – w tym także coś a la bawełniany surowy sznurek. Z niego też uplotłam (korzystając z mojej nowej umiejętności i znajomości kumihimo) rączki do torby.

szydełkowa siatka

A poza tym, to jestem zła – zła na to, że mój dysk w laptopie zaczyna niedomagać (ma sporo realokowanych sektorów – już teraz wiem, co to znaczy i prawdopodobnie trzeba będzie laptopowi sprawić nowy. Póki co – działa, ale chyba nieco wolniej. Na szczęście nie odmówił jeszcze posłuszeństwa i mam czas, by zgrać wszystkie potrzebne rzeczy, no ale…taki był fajny, amerykański : )))) ) Ale pełne zmartwienie, to będzie wtedy, kiedy na dobre przestanie działać.

PS. jutro dla mnie zaczyna się baaardzo długi weekend – zaplanowaliśmy dwutygodniowy urlop (jedna jego część spędzimy nad morzem, drugą – jeszcze nie wiem) – to tak dla siebie piszę, ku pokrzepieniu serca swego : )