TUPCIO NA SZYDEŁKU


Wrzesień musiał nadejść, a z nim początek nowego roku szkolnego i koniec beztroski. Co prawda my już dawno po urlopie i okresu wakacyjnego nie odczuliśmy, jako beztroski (nie licząc oczywiście urlopowego czasu), ale dla dzieci, to jednak spora zmiana. Na nowo muszą się wdrożyć w ten przedszkolno-szkolny czas. Do tej pory też budziliśmy Zuzię rano, ale wstawała z myślą, że jedzie do dziadków. Od 1 września budzi się, by pójść do przedszkola, a to jednak znacząco zmienia postać rzeczy. Na szczęście jeszcze mamy lato i nie dopuszczam do siebie myśli, że jesień już czuć w powietrzu. Owszem – wieczory i poranki są chłodne, ale to zdecydowanie lubię – gorące południa są wtedy lżejsze do zniesienia. I choć zaczęłam juz dziergać szydełkowe dynie i dzień sporo krótszy, to i tak czuję jeszcze lato dookoła…Mam jeszcze nadzieję na kilka wykradzionych dni w tygodniu pracy na jakiś mały wyjazd, na słoneczne weekend’y, na klimatyczne ogniska na wsi…

Wieczorami przy świetle cotton balls’ów wciąż powstają nowe maskotki. Ku mojej uciesze ciągle znajdują się chętni, by je kupić. Jakiś czas temu został zamówiony Tupcio Chrupcio. To już kolejny, którego przyszło mi wydziergać. Szykują się już kolejne.

maskotka Tupcio Chrupcio