Czapka na wiosnę


Odkąd pamiętam zawsze na wiosnę (a to piąta wiosna już) dziergam Zuzi jakąś czapkę. Na początku dominowały czapki z tzw. nausznikami, które ładnie okrywały uszy. Od jakiegoś czasu jednak takie czapki nausznikowe kojarzą mi się z maluchami i wydaje mi się, że bardziej dziewczęco Zuzia wygląda w standardowych krojach czapek (bardziej dziewczęco niż „bobaskowo”). I choć wciąż uważam, że dużo praktyczniejsze są jednak czapki z uszami (nie spadają z uszu i gdy wieje wiatr nie trzeba ich co chwila poprawiać na głowie), to tym razem wydziergałam czapkę klasyczną. Czapkę w kolorowe paski – padło na róż, szarość i biel.

Nie trudziłam się zbytnio z wyszukiwaniem schematu czy wzoru, jak poprzedniej wiosny. Wykorzystałam najprostszy ścieg szydełkowy – półsłupek, a dla urozmaicenia dodałam ciekawszy ściągacz. Czapka wykonana jest z bawełnianej włóczki (z domieszką) jeans art yarn. Myślę, że najbardziej działa tu właśnie kolor i drewniana naszywka z napisem „hand made”. Czapki zazwyczaj dziergam od góry, a tym razem wypróbowałam sposób – od dołu, od ściągacza. Oczywiście przymiarek było bez liku, ale dzięki temu czapka leży, jak ulał i świetnie służy w takie nieco chłodniejsze wiosenne dni.

Puchata czapka z uszkami


czapka na sesje fotograficzne

Sezon jesienny w pełni. Nie da się też ukryć tych niskich temperatur. Przypominają mi one zawsze o tym, by sprawdzić i nieco zaktualizować ciepłą wyprawkę na zimę. Ostatnio znalazłam w zaległych nieopublikowanych postach tę oto czapkę. Pamiętam, że tworzyłam ją z puchatej włóczki z przeznaczeniem na noworodkowe sesje fotograficzne. Już daaawno temu jest za siedmioma górami i za siedmioma rzekami. A że dobrze się komponuje z tymi kilkoma stopniami na termometrze, postanowiłam ją pokazać.

Ta śnieżnobiała czapeczka z misiowymi uszkami przypomina mi też, że czas najwyższy zacząć dziergać jakieś zimowe dodatki dla rodziny. Mąż od co najmniej miesiąca przypomina mi o czarnym kominie – może w ten weekend…może : )

Szydełkowa czapeczka z ażurem


szydełkowa czapeczka

Odkąd misie pochłonęły mnie bez reszty nie miałam zupełnie czasu na wykonanie czapeczki dla Zuzi. Z ostatniej jesiennej dzierganej w tamtym roku (swoją drogą widzę, że w bardzo podobnym czasie stworzona) powoli zaczyna już wyrastać, a jesień już coraz bliżej. Do tej pory szydełkowałam czapki z nausznikami, ale teraz postawiłam na coś bardziej „dorosłego” (te z nausznikami wydają mi się najlepsze dla maluszków). Stworzyłam więc taką ażurkową czapeczkę z mojej ukochanej włóczki jeans yarn art. Takie połączenie szarości i różu wydało mi się najodpowiedniejsze.

Muszę stworzyć jeszcze cieplejszą wersję na chłodniejsze jesienne dni, jak oczywiście znajdę czas między obowiązkami i misiami z zamówień. Czas biegnie nieubłaganie, a odkąd zaczął się nowy rok przedszkolny, jakby jeszcze przyspieszył. Rano gonitwa, by na czas zaprowadzić Zuzię do przedszkola i by samemu w rozsądnych godzinach pojawić się w pracy, a potem wrócić nie całkiem późną nocą. Męczące to strasznie – nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie – ciągle biec i ciągle coś doganiać, do czegoś spieszyć. Nie mówiąc już o tym czasie, który ucieka, a można byłoby go spożytkować na spokojne śniadania, obiady i kolacje, rozmowy, wspólne radości i takie po prostu nacieszenie się sobą po prawie całodziennym nie-widzeniu. Bo gdy czas jest, to człowiek zbyt zmęczony, sfrustrowany i jakieś zaległości zawsze się znajdą. Dlatego weekendy powinny być szczególnie spokojne i niepowtarzalne.

A gdyby ktoś z Was miał ochotę wykonać taką czapkę, to proszę – oto schemat.