Rozpoczynam szydełkowy pled


Witajcie! Nie pokażę dziś niczego gotowego i kompletnego, ale za to pochwalę się moim, przemyślanym i powoli wdrażanym w życie, planem.

Piszę Wam o tym, bo chciałabym, żebyście mnie dopingowały w owym wdrażaniu – samą swoją obecnością i zaglądaniem do mnie (za co już teraz dziękuję) – w ambitnym planie wykorzystania włóczek, które zalegają w skrzyni, a których jest zbyt mało na coś konkretnego. Razem w sumie mogą za to stworzyć konkret – pled z elementów. Planuję codziennie wydziergać kilka kwadratów w różnych kolorach (no może z małymi przerwami na inne szydełkowe twory). Mam tylko nadzieję, że uda mi się jakoś połączyć ze sobą (sensownie) wszystkie te kolory, a jest ich naprawdę całe mnóstwo (niektóre bardzo ładne, inne – mniej) – tak by całość tworzyła w miarę estetyczne misz masz : ) (przyznam się Wam, że wolałabym dziergać tylko z kilku kolorów – najlepiej pasujących do mojego mieszkania i z włóczki jednego gatunku, no ale – chodzi przecież o pozbycie się zapasów, by z czystym sumieniem powiedzieć mężowi „no nie mam włóczek – muszę kupić” : )). Nie wiem, jak duży będzie pled – na ile kwadratów wystarczy mi włóczki i ile samozaparcia w sobie odnajdę – niech zatem to będzie element zaskoczenia : )

Mam już kilkanaście kwadratów – wyszłam od fioletów i nieco weselszych kolorów. A oprócz tego, jak ten świstak siedzę wieczorami i zawijam gazety – pierwsze próby plecenia koszyków, to jedna wielka porażka – walczę dalej : )

szydełkowy pled

Liczę na to, że to, że swoje boje będę tu prezentować raz na jakiś czas wpłynie korzystnie na moją motywację, a z tą bywa różnie i czasem górę bierze słomiany zapał. Będę jednak walczyć, by doprowadzić mój projekt do końca!!! Raczej warto : ) Trzymajcie kciuki…a może zechcecie dołączyć do mnie (zawsze to milej – wiedzieć, że ktoś jeszcze walczy z postanowieniem : ) )

PS. Oto wzór na granny square z kwiatkiem (klik powiększa zdjęcie)

 

Dzbankowe ocieplenie


Na chwilę porzuciłam filc i inspirując się tym pięknym słońcem za oknem wyszydełkowałam mały kuchenny dodatek – oczywiście z domieszką koloru żółtego. Wydziergałam wdzianko – ocieplacz na herbaciany dzbanuszek – od jakiegoś czasu chodziło mi to po głowie i spać nie pozwalało : ) Nie jest może za bardzo funkcjonalny (no bo przecież i tak ciepła – wbrew nazwie – nie utrzyma), ale myślę, że funkcja ozdobna – spełniona.

Kubraczek składa się kilku szydełkowych kwadratów. Jeśli macie ochotę na wykonanie takich kwadratów, to oddaję w Wasze ręce tutorial. Połączyłam kolor żółty, szary i biały. Doszyłam dwa drewniane guziki. Całość prezentuje się, jak na załączonym obrazku.

page

To kolejna rzecz z serii – mała, a cieszy oko – przynajmniej moje. I kolorystycznie pasuje do szydełkowej łapki, którą niedawno pokazywałam. Planuję też jeszcze, dla uzupełnienia kompletu, wyszydełkować takie mniejsze ocieplacze na kubki. Będzie szaro- żółto na całego! : ) Wspaniałego weekendu życzę.

Szydełkowa zajawka i moje malowanie


Dylematów rodzicielskich ciąg dalszy i choć Zuzia nie jest już dawno niemowlakiem (ma 3 lata), to wciąż staję przed jednym z nich – czy gdy kaszle i ma katar (bez gorączki i innych niepokojących objawów) udać się z nią do lekarza, czy lepiej nie (bo złapie jakieś inne paskudztwo na poczekalni) – czy dalej leczyć lekami, które dostałaby pewnie od lekarza, czy jednak iść i upewnić się, że dostanie te same…No właśnie – Zuzka pokasłuje (najbardziej wieczorem i trochę w nocy – momentami mam wizję zapalenia płuc/oskrzeli, itp., ale gdy widzę, jaka jest radosna i jak fajnie się bawi (nawet katar nie przeszkadza, to myślę, że to jednak nic takiego). Iść, czy nie iść? Raczej iść – niech pani doktor osłucha – dla własnego (naszego) spokoju.

Dylematy dylematami, a obiecałam pokazać, jak bawiłam się w malarza i jak potraktowałam półki ścienne, które nijak nie pasowały do całości. Zdjęcie „przed” (to pierwsze) i „po” (mały kolaż)- proszę bardzo. : )

Pokój jest delikatnie nieproporcjonalny – taki prostokąt – dłuższy niż szerszy, ale za to pięknie wpada do niego światło. To takie nasze małe królestwo (moje i Zuzi). Dla Zuzi pokój zabawowy (choć zabawki i tak „biegają” po całym mieszkaniu), a dla mnie – mała pracownia, w której mogę  wieczorami „zamknąć się” sama na sam z szydełkiem i trochę podziergać = kocham te chwile.

zabielone

Dla pożądanego efektu musiałam położyć 3 warstwy farby, a wiedzieć musicie, że nie przygotowywałam jakoś specjalnie powierzchni, którą malowałam – jedynie odtłuściłam. „Próba paznokcia” przeszła (na szczęście) pomyślnie – warstwa białej farby dobrze trzyma się na okleinie półek. Z efektu jestem zadowolona – teraz za to krzesło takie jakieś nie-białe : ) Będę pewnie jeszcze działać.

I jeszcze taka mała zajawka tego, co teraz zabiera mi resztkę wolnych chwil. Chyba nie zgadniecie, co to (chyba raczej na pewno nie).
zajawka