Króliczek i pastele


szydełkowy króliczek

Pastelowa króliczka w wybitnie dziewczęcym wydaniu powstała dla małej dziewczynki. Moja Zuzia też taką ma. Gdy tworzyłam tę maskotkę myślałam, czy przypadkiem nie jest zbyt cukierkowo, ale jeśli cukierkowość nie teraz, to kiedy? Kobietom potem nie wypada i w ogóle:

Należymy do pokolenia kobiet, które są świadome własnych praw i obowiązków wobec siebie samych, ale wciąż hołdują tradycyjnym wartościom. Te zaś nakazują nam posłuszeństwo wobec potrzeb rodziny, partnerów, dzieci i znajomych. Staramy się sprostać wszystkim tym oczekiwaniom i warunkom, aby sobie zapewnić godne miejsce w społeczeństwie. Wielu z nas zdarza się zatracić w tych staraniach. W pewnym momencie odkrywamy z przerażeniem, jak bardzo jesteśmy wyczerpane, zmęczone. Dobrze jest wtedy posłuchać innych kobiet, zobaczyć siebie w ich oczach i nabrać błogosławionego dystansu do siebie i świata.

Zrozumiałam to kilka lat temu – wkrótce po tym, jak urodziła się moja córka. Czułam na sobie jakąś niewidzialną presję, że powinnam być mamą doskonałą i działać zgodnie z tym, co mądrzy ludzie piszą w podręcznikach na temat opieki nad noworodkiem (w pamięci wciąż miałam też słowa usłyszane w szkole rodzenia). Więc z jednej strony byłam bardzo zmęczona pierwszymi tygodniami macierzyństwa (nieprzespane noce, diety, karmienia na żądanie, hormonalne huśtawki), a z drugiej strony chciałam, by dom świecił czystością, a Zuzia wszystko miała na czas, zanim zdąży zapłakać. Pewnego dnia zrozumiałam jednak, że jeśli nie zmyję podłogi drugi raz w tygodniu, a w zamian zrobię sobie makijaż lub poszydełkuję, to świat się nie zawali i wcale nie będę gorszą mamą, gdy czas drzemki dziecka wykorzystam z pożytkiem dla siebie.

Taka psychiczna presja bywa niezwykle stresująca i wyniszczająca i choć nie pochodziła ani od męża, ani od rodziców (w nich miałam wsparcie, od nich szła ogromna pomoc), to gdzieś te społeczne nauki, że dziewczynce nie wypada, że kobieta ma specjalne obowiązki, a dodatkowo problem z reorganizacją życia po przyjściu małej istotki na świat mocno obciążały. Na szczęście w porę zrozumiałam, że niczego nie muszę, że dla dziecka ważne jest, by jego mama była spokojna i szczęśliwa, bo wtedy i samo dziecko takie będzie. To tak w luźnym skojarzeniu ze świętem kobiet i tym, co dziś myślę o wychowaniu dziewczynek.

Zdecydowanie nie umiem zaakceptować tego, co mówią feministki. Zupełnie nie rozumiem ich wartości moralnych i tej ciągłej walki o coś. Nie podoba mi się też współczesność, która lansuje obraz kobiety twardej, niezależnej, mogącej wszystko, samowystarczalnej, wyznaczającej granice i cele. Dla mnie kobieta, to mimo wszystko wielka wrażliwość, mocne uczucia, delikatność, empatia, matczyna miłość, intuicja, wzruszenia, łzy, poświęcenie i stąd wynikająca siła i mądrość, by znieść wiele – nieważne, czy w spodniach, czy spódnicy. Świetnie się stało, że możemy wykonywać zawody, które stereotypowo przynależą do mężczyzn, że mamy prawo głosu i stanowienia o sobie, że możemy zajmować kierownicze stanowiska, ale myślę, że wszędzie, gdzie jesteśmy powinniśmy pamiętać o tym, że jesteśmy kobietami, jako takie zostałyśmy stworzone i nie ma co ukrywać, że kobiety różnią się od mężczyzn, tak, jak ludzie różnią się między sobą. Sama natura.

Nie obrażam się więc, jeśli mężczyzna przepuści mnie w drzwiach, pomoże z ciężkim bagażem, wręczy kwiatek, powie komplement – przecież to nie świadczy o naszej słabości, a raczej o kulturze i szacunku do nas – kobiet. W żadnym też wypadku nie mam zamiaru chwytać za młotek tylko po to, by udowodnić komuś, że mogę wbijać gwoździe.

Godność to bezwzględna świadomość swojej kobiecej wartości. Nie trzeba na nią zasłużyć, trenować jej czy zapracować nań. Ona istnieje w nas od początku.

I na koniec moich długich przemyśleń taki tekst – wg mnie powinna go przeczytać każda kobieta.

I jeszcze cytat:

Przyjaźnimy się z kobietami, które uwielbiają herbaciane przyjęcia i chińską porcelanę, a mamy też przyjaciółki, które na myśl o nich dostają pokrzywki. Wśród zaprzyjaźnionych z nami kobiet są takie, które uwielbiają polowanie, nawet polowanie z łukiem. Takie, które uwielbiają przyjmować gości, i takie, które tego nie lubią. Kobiety, będące profesorkami, mamami, lekarkami, pielęgniarkami, misjonarkami, dentystkami, gospodyniami domowymi, terapeutkami, kucharkami, artystkami, poetkami, alpinistkami, triatlonistkami, sekretarkami, sprzedawczyniami i pracownicami socjalnymi. Piękne kobiety, wszystkie.

Zdarza się, że pomiędzy marzeniami twojej młodości a dniem wczorajszym zostaje zagubione coś cennego. Tym skarbem jest twoje serce, twoje bezcenne kobiece serce. Bóg osadził w nim kobiecość, silną, czułą, gwałtowną i ponętną.

“Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy” John i Stasi Eldregde

Króliczek na szydełku


szydełkowy króliczek

Taki oto króliczek, to drugi z serii “tych konkretnych”. Króliczek ma około 15 cm wysokości. Powstał nadzwyczaj szybko i o dziwo podczas długiej podróży do Czorsztyna. Ania z Sowiarni pytała o to “dość szybko” – ile to jest. W przypadku króliczka to tak bez zegarka w ręku mniej więcej 2 godziny.  Chyba wiem, w czym leży sukces tak sprawnej pracy w samochodzie. W domu zawsze znajdzie się jakiś rozpraszacz i coś na już do zrobienia, co odrywa od szydełka. W samochodzie było trzeba po prostu jechać, zazdrościć sobie, że się nie prowadzi i od czasu do czasu się odezwać, żeby przypadkiem mąż nie usnął za kierownicą. A propos jazdy, to powiem Wam, że podziwiam wyobraźnię dzieci. Zuzia naprawdę świetnie znosiła 7 – godzinną jazdę (tak to już jest, że i w góry i nad morze mamy do przejechania prawie pół Polski), a jej zabawa podartymi metkami zdjętymi z włóczki, zrobiła na mnie wrażenie. Podarte papierki oczywiście mówiły i wchodziły ze sobą w interakcje rożne. I tak przez ponad pół godziny – dacie wiarę?

Na miejscu nie było już tak szydełkowo, bo gdyby nie niespodziewane odwiedziny u mojej ciotecznej bratanicy w Krakowie (w drodze powrotnej do domu), pewnie nie wyszydełkowałabym nic, a tak w ramach prezentu stworzyłam misię (sesji nie było, więc nie udokumentuję : ) ) Nie było więc specjalnie czasu na dzierganie. Wychodziliśmy rano i wieczorem wracaliśmy. Czas spędziliśmy bardzo aktywnie i wykorzystaliśmy każdą minutę (tak mi się przynajmniej wydaje). Tak, jak lubimy. Zaledwie kilka dni, a wspomnienia boskich krajobrazów zostaną na długo (nie wspominając już o bolących mięśniach i zakwasach). : )

A tymczasem szykuje się u nas kolejny mini remont. Tym razem zabierzemy się za przemalowanie przedpokoju i znienawidzony pomarańcz zamienimy na elegancką szarość. Myślę, że w połączeniu z bielą wypadnie całkiem dobrze. Farba już kupiona, a ja od dwóch dni nastawiam się psychicznie na większe sprzątanie i brak szydełkowania. Planujemy uporać się ze wszystkim w 3 popołudnia – w czasie po-pracowym. Trzymajcie kciuki, by szarość okazała się w sam raz : )

Mała króliczka


szydełko króliczek

Dziergam już od dość dawna, a ostatnio nie ma dnia, bym choć kilku minut nie poświęciła na szydełkowanie. Wiem, wiem – powtarzam się, ale dziś w nieco innym kontekście. Ostatnio mój pięcioletni bratanek poprosił mnie o zrobienie wielorybka. Został nim kilka dni temu obdarowany, bo nie mogłam przecież odmówić. Kiedy dziergałam wielorybka Zuzia spytała, czy dla niej też coś zrobię i poprosiła o króliczka. Tyle czasu dziergam, a moja córka ma tylko szydełkową myszkę – tu chyba ma zastosowanie powiedzenie – “szewc bez butów chodzi”.

Króliczka zatem musiała powstać. Różni się nieco od moich standardowych króliczków, które pojawiały się kiedyś na blogu. Wymyśliłam sobie inny wygląd pyszczka. Skończyłam dziergać króliczkę późnym wieczorem. Zuzia czekała do końca i jak tylko ubrałam króliczkę porwała ją do łóżka i zasnęła z nią słodko. Widok bezcenny – nagradzający szydełkowanie w takie upały.

Do kompletu wykonałam jeszcze kolorową sukieneczkę i myślę, że szafa króliczki będzie jeszcze uzupełniona o inne dodatki. Króliczkę więc można rozbierać do woli : )

PS. Króliczkę zgłaszam do sierpniowego wyzwania Szuflady – “Pastele”.