Kumihimo, Ozdoby

Brzoskwiniowy komplet biżuterii

Powoli wracam już do codzienności – po tak długim urlopie bywa to naprawdę nie lada wyzwaniem. A więc na nowo praca i dom, a najbliższy dłuższy urlop tylko w sferze marzeń, przede mną trochę wyzwań… Ale nie ma tego złego, bo może dzięki owej codzienności znajdę więcej chwil dla szydełka. Jeszcze przed wyjazdem np. kumihimowałam.

Bardzo lubię, gdy to, co tworzę sprawia komuś radość. Czasem robimy różne rzeczy – ja mam ich w domu całe mnóstwo – jedne bardzo przydatne i wykorzystywane, inne – zupełnie bezużyteczne, które powstawały pod wpływem jakiejś inspiracji, a tylko niepotrzebnie zajmują miejsce (być może komuś by się przydały). Dlatego najbardziej cenię właśnie te, które mogą zostać sprezentowane innym, a których sama bym się nie powstydziła. Niestety mam jakoś tak, że wydaje mi się, że ta moja mała pasja i to, co jest jej efektem, czyli wszystkie moje szydełkowe twory jednak nie są nikomu za bardzo potrzebne – nie odważyłabym się chyba podarować ich komuś na prezent (no może za wyjątkiem miśków, bo znam wielu miłośników i te rozeszły się po świecie). No tak jakoś…dziergam więc głównie dla siebie…

Ale ostatnio zauważyłam, że bransoletki kumihimo, które nauczyłam się pleść mogą być świetnym prezentem. Takie też było przeznaczenie brzoskwiniowego kompletu, który stworzyłam – kolczyki, pierścionek i bransoletka kumihimo z wielbłądem. Wszystko w modnym odcieniu brzoskwini. Zrobiłam prezent dla mojej dwunastoletniej chrześnicy/bratanicy.

bransoletka kumihimoKwiatuszki – brzoskwiniowe różyczki kupiłam jakiś czas temu w sklepie papierniczym (tuż obok), a że świetnie pasowały do bransoletki postanowiłam je spożytkować, doklejając do nich bazy do pierścionka i kolczyków. Nie ukrywam, że zainspirowała mnie Marlena.

Muszę jeszcze pomyśleć o podobnym komplecie dla siebie. : ) W galerii zdjęciowej mam jeszcze kilka filetowych serwetek do pokazania – powstały nad morzem, więc może w ramach wspomnień następny post zmieści jakąś. No i oczywiście po odwiedzinach u Was znowu w głowie mam mnóstwo pomysłów…kurczę – chyba przestanę do Was zaglądać, bo kradniecie i serce i czas i w ogóle : ) Szkoda tylko, że nie bardzo umiem już bez “tego” żyć: )