Bardzo ogólne

W mojej fabryce misiów

Witajcie. Wyobraźcie sobie, że dziś nie będzie o misiach, a na pewno nie o gotowych, bo póki co żaden nie jest jeszcze kompletny. Na warsztacie jednak jest mój największy rękomiś. Tak się składa, że zabrakło mi białej włóczki, a mińskie pasmanterie niestety nie są tak świetnie wyposażone, by poratować w tej sprawie (dochodzę do wniosku, że nie mogę na nie liczyć – zawiodły już tyle razy) – nawet przez moment przemknęła mi myśl, że może powinnam założyć swoją własną pasmanterię (i tu popłynęły wizje idealistyczne – z regałami wypełnionymi po brzegi włóczką, z jakimiś fajnymi rzeczami do realizowania swoich pasji, itp.) : ) No a przecież byłam na zwolnieniu mogłabym z powodzeniem poszydełkować, a tak…dziś wróciłam do pracy, więc czasu już tyle nie będę miała.

Zatem mój duży rękomiś i jego rozpoczęta mordka poczekają sobie do momentu aż dotrze zamówiona przez internet włóczka – no nic nie poradzę, że polubiłam bardzo yarn art jeans.

Tymczasem poniższe zdjęcie przedstawia mój fabryczny rozgardiasz (choć nieco przekłamany, bo chcąc oszczędzić Wam widoku mocno twórczego nieładu, usunęłam z kadru parę rzeczy). W fabryce czekają więc misie – jedne na wysłanie, inne na dokończenie. Jedno co cieszy niesamowicie to to, że wciąż dostaję nowe zamówienia, a to (same wiecie) miło łaskocze ego każdego twórcy : )

praca wre