Szydełkowe maskotki, Szydełkowe misie

Kremowa misia w niebieskiej sukience

szydełkowy miś

Wiecie że ja kiedyś pisałam wiersze? Nie tak tylko sobie – do szuflady, bo kiedy już czułam, że warto z tym moimi literami pójść gdzieś dalej (że są już całkiem dobre), udało mi się znaleźć wydawnictwo (i osobę, która pokierowała, gdzie trzeba), które uznało, że inni też mogliby to poczytać. Jakiś czas później (październik 2006) w rękach trzymałam z dumą świeżutki egzemplarz “Słonych paluszków” i wąchałam druk ze śnieżnobiałych kartek. I czytałam, jak dobrą książkę… Nie do końca wierząc, że się udało.

Niezwykle miło było mi czytać recenzje z okładki – Krystyny Kofty i Tomasza Jastruna, a potem maile z pozytywnymi opiniami, pytaniami o kolejne tomiki i wielce miłymi słowami,  że ktoś przypadkowo trafił na tomik w księgarni, a teraz się w nim zaczytuje i chciałby jeszcze. Jakieś wywiady, rozmowy… Satysfakcja sięgała zenitu, kiedy przechadzałam się po empiku i w dziale poezja, natrafiałam na tę znaną mi okładkę .

Teraz czasem spoglądam na domowy regał z książkami i dumnym wzrokiem odkrywam czarny grzbiet, na którym widnieje moje nazwisko (pierwsza część obecnego – wtedy panieńskie jeszcze). Czasem oglądam okładkę z rysunkową nagą kobietą (i zastanawiam się, czemu wtedy niektórzy pytali, czy to jestem ja). Innym razem czytam pospiesznie to, co wtedy było mi tak bardzo bliskie – dziś już nieco mniej.

Dziś marzy mi się, by dotknąć pachnących stron drugiego tomiku (nieco innego, choć nie bardzo odbiegającego stylem od tego, co już jest), ale wiem, że to nie takie proste. Nawet jeśli znajdzie się właściwe wydawnictwo (mam wiele do opowiedzenia w sprawie moich dotychczasowych doświadczeń z wydawnictwem – może kiedyś), które stawia dobrą literaturę ponad książki kucharskie znanych osób (nie mam nic przeciwko tego typu książkom, ale…), to jeszcze trzeba trafić w gusta osoby decyzyjnej i zachwycić.

Testamet twój

jak sylvia albo jeszcze inna suszę grzyby
w kuchence. duchówce otwartej na rozcież

i wiem że dobrze byłoby już wyletnieć w tej chwili
złagodnieć. po wszystkim obeschnąć

 

zawsze myślałam że jakby co to odpłacę Bogu wierszami
o zielonych kiełkach rzodkiewki. czystym niebie. deszczu
spływającym w czarne dziury. naturalnie. moich pięknych oczach
dla których wszystko zaczęło się wcześnie rano

 

zapomniałeś już trochę

 

że jak umierać to powoli. pomału zdejmować buty. rozplątywać włosy
oglądać swoje palce. w kilku ułożeniach i pisać co się zostawia i komu.
tobie ślizgawki. ciasne łyżwy niedomyte kubki i wybór sukienki.
koloru w którym będzie mi dobrze. najlepiej

 

pamiętaj że czerń zawsze mnie postarzała
a ja chcę młodo. ja chcę najmłodziej

A schodząc nieci niżej – na ziemię – wciąż dziergam, no bo jak mogłabym inaczej : ) Stworzyłam parę chwil temu misię w niebieskiej sukience. O taki właśnie kolor chodziło zamawiającemu, więc pojechała już w Polskę.