Szydełkowe maskotki, Szydełkowe misie

Kremowy miś z różową kokardką

szydełkowy miś

Na wielu blogach już święta. Świąteczne ozdoby, zajączki, kurki, rzeżucha, tulipany…a u mnie – kolejny miś. Wcale nie-świąteczny, ale muszę Wam napisać, że przez operację migdałków Zuzi ani przez moment nie pomyślałam o wielkanocnym klimacie w mieszkaniu (było mycie okien, drobne porządki, były rekolekcje, niedziela palmowa i przemyślenia z wiarą). Oczywiście dużo wcześniej planowałam wydzierganie wiosennych poszewek na poduszki, czy przygotowaniu wielkanocnych ozdób, ale odkąd wiedzieliśmy, że przed świętami czeka nas operacja – dałam spokój. Nie chciało mi się o tym w ogóle myśleć.

Jesteśmy już po. Operacja odbyła się bez żadnych komplikacji, Zuzia dzielnie wszystko zniosła – zdaje mi się, że dużo lepiej niż ja i moje skołatane nerwy – stres sięgał granic wytrzymałości (nawet nie wiedziałam, że może być aż tak ogromny), a czas oczekiwania na powrót Zuzi z sali operacyjnej dłużył mi się niesamowicie i jak dla mnie trwał całą nieznośną wieczność – choć zegar pokazał, że to tylko 25 minut. W sobotę już o 9 rano byliśmy w domu. Gardło wciąż pobolewa (a jak ból nachodzi musimy walczyć z marudzeniem, itp.) i pewnie jeszcze jakiś czas tak będzie. Mamy zasugerowaną papkowatą dietę i lody. Przyplątał się jakiś kaszelek – być może pozostałość po narkozie. Jutro jedziemy na kontrolę i dochodzimy do siebie. Może uda mi się jeszcze wprowadzić nieco wielkanocnego klimatu do naszego domu …taki jest plan.

Bardzo dziękuję Wam za wsparcie – bardzo : )

A kończąc ten mój długi wpis napiszę tylko jeszcze słówko o tym misiu ze zdjęć. Smutasek mierzy 15 cm i wybrał dla siebie krem i róż – chyba najpopularniejsze kolory wśród moich miśków. Powoli zaczynam przepraszać szydełko, że tak rzadko, ostatnimi dniami, gościło w moich rękach. Wczoraj poczyniłam nim dwa małe misie. Zamówienia się piętrzą, więc trzeba nieco podgonić : )