Szydełkowe maskotki

Króliczka w pudrowym różu

wełniane maskotki

Zastanawiałam się ostatnio, czy ja lubię jesień. Przyznam szczerze, że w sumie może nawet bym ją polubiła, gdyby nie te ciemne popołudnia, deszcz i wiatr. W odsłonie złotej polskiej – uwielbiam wprost. Właśnie przez te ciemne popołudnia, kiedy to wraca się do domu i zdaje się, że już pora spać (tak w końcu kiedyś funkcjonowali ludzie bez elektryczności – to widok za oknem wyznaczył im działania i porę na sen), nie chce się już tak ochoczo zasiadać do szydełkowania. I wcale nie jest tak, że deszcz sprzyja dzierganiu, czy robieniu czegokolwiek innego w domu – wtedy po prostu spać się chce. Ale trzeba, bo ktoś czeka. I tak czasem zdarzają się przesunięcia, bo gorszy dzień, gorsze samopoczucie, zmęczenie, inne obowiązki. Nie jest tak, że szydełkowanie (czegokolwiek) jest szybkie. Wymaga naprawdę sporo pracy i czasu, o ile się chce, by było docenione. Co tu dużo gadać – tak jest ze wszystkim. Sami wiecie.

Na tę króliczkę też ktoś czekał. To druga taka w rękomisiowym świecie. Ta była pierwsza i trafiła w ręce mojej Zuzi. Rozebrana i ubrana już setki razy – ma się jeszcze dobrze. Ta też stworzona w pudrowym różu, z 15 centymetrami i sukienką w takiej nietypowej zieleni morskiej. Zgodnie z prośbą otrzyma jeszcze świąteczne odzienie : )