Szydełkowe maskotki, Szydełkowe misie

Miś do tulenia

szydełkowe maskotki

Deszczowe poniedziałki, które przyszły po deszczowych niedzielach zadziwiają mnie dość mocno. Jeszcze kilka chwil temu narzekaliśmy na upały i chowaliśmy się przed słońcem i nagle, w sumie ni stąd, ni zowąd, takie znaczne ochłodzenie, jakby wrzesień wiedział, że już nie wypada tak bardzo słońcem świecić, że bliżej już jesieni, że jarzębina mamić powinna, żołędzie i dynia. Na pewno przyjdą jeszcze słoneczne wrześniowe dni, ale póki co niech natura ugasi pragnienie.

A robótkowo po raz kolejny przyszło mi dziergać z bardzo lubianej przeze mnie włóczki. Jak zwykle nazwy nie pamiętam, ale efekt zapamiętany na stałe w głowie i tylko dlatego sięgam po tę wełnę – jest typowo misiowa, choć dość niewdzięczna w dzierganiu.

Puchatość 23-centymetrowego misia widać gołym okiem, ale musiałam ją też nieco okiełznać i przyciąć tu i ówdzie – głównie na pyszczku (przy oczach, uszach i nosie). Miś nie burzył się tym za bardzo, więc mogłam wcielić się we fryzjera i stylistkę, poskramiając ten biały puch.

Z coraz większą niecierpliwością czekam też na moje zamówione oczka i noski. Droga z Hong Kongu daleka, ale moje maskotkowe dodatki powoli się już kończą, co nieco stopuje moje prace. Mam nadzieję, że lada chwila nadejdą.

Dobrego tygodnia życzę.