Szydełkowe maskotki, Szydełkowe misie

Misiowa w błękicie

szydełkowy miś

Jedna panienka misiowa w tych kolorach już była, ale beż i lekko brudny błękit cieszą się popularnością, więc wykonałam misię w tych kolorach raz jeszcze. Jest prawie lustrzanym odbiciem swojej siostry – prawie, bo jednak każdy miś jest inny (różnią się nieco – dobrze wiecie, że w rękodziele nie ma dwóch identycznych rzeczy, choć z pozoru wyglądają tak samo. Przede wszystkim tworzeniu każdego z misiów towarzyszą inne myśli, inny nastrój, inne sytuacje). A ostatnio odkryłam, że z szydełkiem jest, jak z butami – dopasowuje się do ręki.

Mam kilka szydełek powtarzających się co do rozmiaru – np. dwa szydełka w rozmiarze 3 – ta sama firma, ale jednym z nich działam już od dawna. Ostatnio dziergając misia sięgnęłam nieświadomie po drugie szydełko i jakoś zupełnie kiepsko mi się nim szydełkowało – nieswojo jakoś. To moje starsze widocznie jest już dopasowane do ręki (pewnie wytarło się tu i ówdzie) i niezwykle lekko mi się z nim pracuje. Mam wrażenie, że nowe nie ma takiego fajnego poślizgu.

Omijając nieco temat szydełkowy, napiszę Wam, że jestem bezsilna, jeśli chodzi o katar Zuzi. Utrzymuje się już tak długo, a specyfików wciąż przybywa (mieliśmy już chyba wszystkie możliwe, a na pewno prawie wszystkie). Ostatnio od pani laryngolog dostałyśmy maść z antybiotykiem do nosa, ale mam wrażenie, że niczego nie zmienia. Jak było, tak jest. Do tego zuźkowe migdałki mocno się powiększyły – (teoretycznie to normalne, jak organizm nie ma czasu na pełne wyzdrowienie – migdałki powiększają się po każdej infekcji i musi minąć co najmniej miesiąc bez infekcji, by mogły spokojnie się obkurczyć) – Zuzia chrapie w nocy. Już naprawdę nie wiem. Co dzień zastanawiam się, czy iść do naszego pediatry i pozwolić na antybiotyk (bo pewnie nasza pani doktor sięgnie po niego z lekką ręką), czy może kontynuować te nasze zabiegi wzmacniające odporność i czekać aż katar (i mokre pokasływanie) wreszcie zniknie – ech te przedszkola…