Myszka baletnica i ceny rękodzieła

szydełkowa myszka baletnica

Pozwólcie,  że dziś napiszę nieco więcej (kopnijcie mnie w kostkę, gdybym przynudzała) i w nieco bardziej poważnym temacie, a mianowicie o cenach rękodzieła. O produktach rękodzielniczych myślę, jak o towarze luksusowym, bo nie każdy może sobie pozwolić na np. ręcznie stworzoną bransoletkę (nie piszę tu o prostym połączeniu koralików, czy rzemyków, ale o estetycznym „dizajnie” z unikatowym pomysłem i dobrej jakości półproduktach), czy na ręcznie uszytego misia wg autorskiego (unikatowego) projektu z kompletem ubranek, itp. Tym, co sprawia, że nie może sobie pozwolić – jest cena. Dziwi mnie, więc czasem fakt, że kupujący się licytuje, prosi o ceny hurtowe albo rezygnuje ze sprzedaży ze stwierdzeniem – „strasznie drogo”. A gdzie świadomość, że jednak to jest coś stworzonego ręcznie (nie zrobiła tego maszyna, która powiela formę, nie wyprodukowała tego fabryka, która sprzedaje daną rzecz w ilościach hurtowych)? Bywa, że nie ma.

W zakamarkach Internetu krąży takie memo:

Wybierając rękodzieło, nie kupujesz po prostu rzeczy. Nabywasz czyjąś pasję, wyobraźnię, kawałek serca, skrawek duszy i cenny czas

Zauważyłam jednak (na pewno Wy także), że sporo osób tworzących różne produkty własnymi rękoma sprzedaje je za bezcen. Zastanawiałam się wielokrotnie dlaczego. Dlaczego jedni życzą sobie za 30 cm szydełkowego misia 30 zł a inni 150 zł.  Z pewnością ma na to wpływ cena włóczki, z której stworzony jest miś, ale choćbyśmy kupili najtańszą i tak cena 30 zł wydaje się być stanowczo za mała. Druga sprawa, to dodatki (mogą być tańsze lub droższe, lub może nie być ich wcale). Kolejna, to czas. Oczywiście jedni stworzą misia w godzinę, inni będą potrzebowali pół dnia. Myślę sobie jednak, że jest coś, co ostatecznie przesądza o cenie – tworzenie w ramach działalności gospodarczej i tworzenie bez działalności. Każdy, kto ją ma, wie, że z każdego grosza pochodzącego ze sprzedaży należy się rozliczyć i odprowadzić różnego rodzaju składki. To spory koszt, ale dzięki temu działa się w zgodzie z prawem i własnym sumieniem – wszystko jest, jak trzeba – legalnie.

Pozostaje jeszcze sprawa pracy nad własną firmą – pieniądze i czas poświęcone na doskonalenie umiejętności, na pracę nad wizerunkiem firmy/marki, na promocję, na śledzenie nowości, szukanie odpowiednich materiałów, itp. Myślę, że każdy, kto zdaje sobie z tego sprawę nigdy nie zapyta „a dlaczego tak drogo?”.

„Dawno temu w Paryżu modna dama udała się do modystki aby zamówić nakrycie głowy ostatni krzyk mody. Modystka owo nakrycie wykonała zużywając 5 metrów wstążki. Kiedy dama usłyszała cenę z oburzeniem zawołała: Co!!!! 300 franków za 5 metrów wstążki!!?? Pani chyba oszalała! Na to modystka kilkoma sprawnymi ruchami rozpruła piękny czepek, zwinęła wstążkę podała oburzonej damie i powiedziała. Zapłata jest za moje umiejętności i pracę, wstążkę dostaje pani gratis!”

Moje misie nie powstają, więc w pół godziny. Mam już na szczęście w swojej głowie własny projekt większości maskotek, które tworzę (ale pracowałam nad nim naprawdę długo), więc czas nieco się skraca. Potrzebny jest więc czas na znalezienie właściwej włóczki i dodatków (kolor, faktura, jakość – sama bardzo cenię sobie profesjonalizm, dlatego nie mogłabym zaproponować jakiejś kiepskiej włóczki) – nie kupuję włóczek w cenach hurtowych, bo niestety nie mogę sobie pozwolić na zakup tak dużej ilości włóczek. Owszem staram się znaleźć najniższe ceny, by na klienta nie spadały dodatkowe koszty, ale nie jest to hurt. Prowadzę swoją działalność na część etatu (po tzw. godzinach), więc mam czas tylko wieczorami i w weekendy, dlatego nie jest tak kolorowo, że dziennie mogę wydziergać kilka maskotek (ale to mój wybór – fakt), żeby móc zarobić na opłacenie różnych składek. Dziergam, więc w wolnych chwilach – między pracą zawodową i obowiązkami.

Na samym początku odbywają się mini konsultacje z zamawiającym odnośnie koloru, rozmiaru. Doradzam, pokazuję przykłady prac, ustalam termin wykonania, wpisuję w planner. Dzierganie + wypełnienie maskotki (np. 23 cm) i jej zszycie zajmuje mi około 4 godzin (znalezienie wieczorem 4 godzin bywa bardzo trudne, dlatego najczęściej rozkładam to na dwa kolejne dni).  Potem czas na wykonanie zdjęć miłych dla oka, czyli przygotowanie tła, walka ze światłem, ustawieniami aparatu, a na końcu obróbka zdjęć (to też trwa). Potem zaprezentowanie maskotki klientowi.  I na koniec wysyłka (wcześniej zakup opakowania, koperty, atrakcyjne zapakowanie, bo tak lubię, choćby dodatek w postaci fiszki z odbitym stempelkiem) – wizyta na poczcie – często dość długa, bo i kolejki niemałe. W międzyczasie wciąż trzeba monitorować stan włóczek, plastikowych oczek, nosków, wypełnienia, żeby nie było przestojów. To taki skrócony proces od zamówienia do wysyłki. Miś zatem nie może kosztować 30 zł – no, choćby nie wiem co – nie może : ) Na szczęście ilość zamówień pokazuje mi, że są ludzie, którzy ani chwili nie zastanawiają się nad wartością rękodzieła (i wyższością nad produktami „made in China”) – po prostu ją widzą i cenią.

Taki też proces przeszła ta oto myszka ballerina. Jak na baletnicę przystało rwie się do tańca, gdy tylko usłyszy pierwsze dźwięki „Jeziora łabędziego” i nawet zgrabnie jej ten taniec wychodzi. Fouetté i frappés nie są jej obce, ale ćwiczy wciąż. Jeszcze więcej, gdy dowiedziała się, że bierze udział w wyzwaniu Szuflady – „Jezioro łabędzie”.

 

6 Replies Włączone Myszka baletnica i ceny rękodzieła

  • Magda, podpisuję się pod Twoim tekstem rękami i nogami. Myślę, że pytania w stylu: „Czemu tak drogo?” nie zawsze wynikają ze złej woli czy braku szacunku dla rękodzieła, ale po prostu z braku świadomości, jak wiele wysiłku stoi za samym wykonaniem takiego przykładowego misia, a gdzie tu jeszcze cała otoczka (rozmowy z klientem, zdjęcia, przesyłka itp.), że o kosztach prowadzenia działalności nie wspomnę. Też absolutnie nie rozumiem, dlaczego niektórzy sprzedają swoje prace za bezcen (nawet bez kosztów prowadzenia działalności cena 30 zł jest absurdalnie niska i nie wiem, co wynagradza?), i osobiście uważam, że osoby pracujące na czarno najzwyczajniej w świecie są nie fair wobec tych, którzy uczciwie opłacają wszystkie składki. Nie mam w sobie żalu, nie ma we mnie frustracji, jest za to duża świadomość. Umiem wycenić swoje usługi, ale wiem też, że nie zapytam na dzień dobry małego przedsiębiorcy, czy da mi na jakąkolwiek usługę mały rabacik 😉 Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki za Twoje dalsze poczynania 🙂
    PS. Baletnica czarowna. Jak zawsze 🙂

  • Właściwie to pod tym co napisałaś można podpisać się obiema rękami (i nogami też 😉 ) Cena rękodzieła – temat rzeka … Wczoraj rozmawiałam na ten temat w mojej stacjonarnej pasmanterii i niestety konkluzja jest taka, że my ogólnie jako społeczeństwo wciąż jesteśmy za biedni. Mi podoba się wiele rzeczy, ale najzwyczajniej mnie na nie stać, a nie będę nikogo namawiała żeby mi sprzedał to co stworzył za pół ceny. A przez to też mam problem i skrupuły przy podawaniu ceny za swoje wyroby, wiem, że mnie na nie byłoby stać. (Dlatego nauczyłam się dziergać :)) )

  • Oj, tak. Misiaki i inne zwierzaki są bardzo czasochłonne. Tu pośpiech nie jest wskazany. Jak przy porodzie:). Nie miałam o tym pojęcia, dopóki sama nie podjęłam takiego wyzwania. Pewnie gdybym nie spróbowała wydziergać, wypchać i pozszywać misia samodzielnie – to uznałabym że to robota najwyżej na dwie godzinki. Tymczasem w moim przypadku 5h to minimum! Tak na prawdę to po 5 godzinach przestałam liczyć czas:)…, a tu jeszcze jakieś dodatki przychodzą do głowy… Pozdrawiam:)

  • Wydaje mi się, że ludzie nie znają wartości włożonej pracy, bo nigdy niczego nie zrobili sami, są wyłącznie konsumentami. Nie potrafią ocenić włożonego w nasze dzieło wysiłku, pomysłu, pieniądza i czasu.
    Powodzenia w wyzwaniu, mysia jest słodka.

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu