Bardzo ogólne

Jak w zegarku, czyli o kalendarzu słów kilka

Pisałam to niejednokrotnie, że uwielbiam zajęcia, które dają natychmiastowy efekt, ale takie, niestety, można policzyć na palcach jednej ręki. Szydełkowanie, teoretycznie, pozwala zobaczyć efekt dość szybko, ale na efekt końcowy trzeba czekać nieco dłużej. Nie bez przyczyny wiele osób twierdzi, że nie ma cierpliwości do szydełkowania, czy robienia na drutach.

To sprawia, że, kiedy mam do wykonania kilka szydełkowych rzeczy, to zazwyczaj walczę o moją motywację. Najlepszą motywacją, w moim przypadku, okazują się goniące terminy. To one popychają mnie do działania.

Tu dochodzimy do tematu – “jak w zegarku”. Z tym bywa różnie (zwłaszcza, że tego na ręku nie noszę od dawna), ale odkąd znajdują się osoby, które chcą przygarniać maskotki tworzone przeze mnie, dużą wagę zaczęłam przywiązywać do terminowości. Tylko dzięki temu umiem powiedzieć klientom, kiedy będę w stanie pokazać im misia i koniec końców, kiedy do nich dotrze. Niestety zdarzały się już małe poślizgi, bo nie da się wszystkiego przewidzieć i doskonale oszacować.

Postanowiłam więc wspomóc się kalendarzem (tylko do zadań specjalnych, czyli zamówień). Odnotowywać w nim zamówienia, zapisując wstępne terminy wykonania wreszcie planując. Przyznam szczerze, że nigdy nie umiałam organizować sobie w ten sposób czasu – że o tej i o tej będę robiła to i tamto, że potem zajmę się tym i owym. Oczywiście w tym przypadku nie będę aż tak drobiazgowa, więc mam nadzieję, że sposób z kalendarzem się sprawdzi i dzięki temu będę umiała rozpoczynać pracę od rzeczy najpilniejszych. Najistotniejsze, że wszystko wreszcie będę miała zapisane w jednym miejscu, gdzie w miarę szybko sprawdzę, jak wyglądają moje moce przerobowe : ) Jak się uda – będę z siebie dumna – naprawdę.

A czy Wy macie jakieś sposoby na lepszą organizację?

PS. Na kilka dni porzucam kalendarz, bo bałaganienie w mieszkaniu trwa na dobre – dziś rozpoczynamy malowanie (po dość solidnym przygotowaniu wszystkiego). Wczoraj zrobiłam małą próbkę i coś mi się zdaje, że jednak to nie będzie taki idealny kolor, o który mi chodziło – miał być jaśniejszy, w puszcze wygląda bosko, na ścianach jakby ciemniejszy – hmm…a może stanie się jaśniejszy po całkowitym wyschnięciu – no sama nie wiem.