Szydełkowe maskotki

ŚPIĄCY KOTEK

Czy odzwyczajaliście się kiedykolwiek od kawy? Ja właśnie jestem w trakcie i w sumie to dziwnie u mnie z tym kawy piciem jest. Nigdy nie lubiłam smaku kawy (nieważne, czy czarna fusiasta, czy z ekspresu, czy z mlekiem, czy z cukrem, czy rozpuszczalna). Podobał mi się za to, od zawsze, zapach świeżo mielonej kawy. Z natury jestem niskociśnieniowcem, co oznacza, że przyszedł kiedyś taki moment, że postanowiłam wypróbować jej potencjał podniesienia ciśnienia. Bywały momenty, że się udawało i na jakiś czas dostawałam taki mały zastrzyk energii, ale wiadomo, jak to z kawą jest – pobudza na moment i za chwilę znowu odczuwamy spadek formy, więc najlepiej pić ją małymi łyczkami i przez cały dzień aktywności.

Piłam więc, bo zdawało mi się, że dzięki niej nie zasypiam nad pracą. Jednak filiżanka przestała jednak działać, więc pojawiła się kolejna w ciągu dnia – smak nadal nie powalał, ale cała ta otoczka – kawa na dobry początek dnia (jako taki “starter”), kawa podawana gościom przy miłych okazjach, kawa pita z eleganckich filiżanek, kawa, jako wyznacznik wolnej chwili… Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z Instagrama – mnóstwo tam takich złapanych pięknych chwil przy kubku/filiżance kawy. Kawa niesie ze sobą miłe skojarzenia. Dla Was też?

Jest jeszcze druga strona medalu. Z jednej strony moje niskie ciśnienie, z drugiej – migreny. Wiedziałam, że kawa wcale nie pomaga, a wręcz przeciwnie – wzmaga bóle. Co więcej kawa należy do tych używek, które wypłukują potas i magnez z organizmu – stąd nieco błędne koło – piłam kawę, by przestać być ospała, ale okradałam się w ten sposób z magnezu i potasu, który poprawia koncentrację, korzystanie wpływa na układ nerwowy i mięśniowy.

W pewnym momencie uznałam, że czas to przerwać. Teraz właśnie jest ten moment. Rytuał przygotowywania kawy można z powodzeniem zastąpić kawą zbożową – z mlekiem jest wprost wyśmienita. Dodatkowo dostarcza potas, magnez i inne składniki odżywcze. Wiem, że najtrudniejsze są pierwsze dni, kiedy to organizm przyzwyczajony do stałej pory dostarczania kofeiny zaczyna się buntować i manifestuje to sennością i szybszym spadkiem formy. Mam nadzieję, że dam jednak radę i nie pójdę w ślady kota, którego jakiś czas temu wydziergałam – śpioch z niego nie z tej ziemi.

A propos kota – któregoś dnia zwrócił się do mnie pewien pan z pytaniem, czy nie mogłabym wyszydełkować śpiącego kotka. Gdy jego syn był malutki miał takiego melanżowego kotka (szarość + biel). To była jego najukochańsza maskotka, z która się nie rozstawał. Za chwil parę miał mu się urodzić synek. Dziadek postanowił więc powitać go na świecie właśnie taką unikalną maskotką, a jednocześnie podobną do tej, z którą zasypiał jego syn w dzieciństwie. Zgodziłam się, bo tego typu historie uwielbiam, a wykonanie kotka potraktowałam, jak pewnego rodzaju misję.