Szydełkowy miś z fioletem

Niby miałam pisać o nowym misiu, ale jest coś, co jakoś czasami odbiera mi tę radość z szydełkowania. Są takie dni – 3 – 5 dni w miesiącu, kiedy nie mogę po prostu patrzeć na szydełko (z resztą nie tylko na nie). To są dni, kiedy moja głowa nagle staje się jednym wielkim bólem i poddaje się migrenie bez reszty (do tego dochodzą wymioty i ogólne osłabienie, każda myśl jest sporym wysiłkiem). Nie chce się wtedy nic i myśli się tylko o jednym, żeby przestało boleć, a kładąc się spać – o tym, by rano ból nie wrócił. Teoretycznie dzięki specjalnym tabletkom przeciwmigrenowym jestem w stanie zwalczyć całkowicie migrenę, ale bywają takie dni, kiedy jednak głowa nie do końca na nie reaguje – tak było wczoraj. Najgorsze jest to, że czasami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że migrena to nie zwykły ból głowy i nie rozumieją, że może aż tak boleć, że nie można normalnie żyć – „głowa ją boli” – myślą (paluszek i główka…). Ech…tak tylko się żalę, bo nie powinno się tego w sobie tłumić, no nie? : )

A miś powstał na kilka dni przed tymi ogromnymi przeszkadzaczami. Kolejny z serii – „na zamówienie” – tym razem z fioletowymi dodatkami. Sam jest kremowy – ma 18 cm wysokości. Opuścił już mój dom : )

mis

10 Replies Włączone Szydełkowy miś z fioletem

  • oj biedna! wiem coś o tym bo kolega męża nie może sobie poradzić też z tym bólem, i z opowiadań jego żony wiem, że jest straszny i ciężki do zniesienia, dlatego bardzo współczuję! a miś cudowny!:)

  • Piękniusi misio, zresztą jak wszystkie Twoje cudeńka:)
    Masz rację, żalów nie ma co trzymać w sobie bo one nic dobrego nie przynoszą, mało tego – robią więcej szkody niż pożytku! Zatem oczyszczaj się z wszelakich „brudków”, wymiataj je najdalej jak się da!:)
    Życzę spokoju i zdrówka!

  • Miś jak zawsze pierwsza klasa 🙂
    Kilka lat temu mój Małż cierpiał na dokuczliwe migreny, ze wszystkimi „atrakcjami” i pobytem w szpitalu włącznie (gdzie niczego nie stwierdzili). Długo się to ciągnęło i ogólnie „załamka”, aż w końcu poszliśmy do bioenergoterapeuty – od razu powiem, że raczej z ciekawości, bo podchodziliśmy do tego sceptycznie. Gościu dał opakowanie jakichś małych kolorowych kuleczek, które trzeba było brać codziennie, a po wykończeniu opakowania… migeny się juz nie pojawiły (odpukać). Może ciężko w to uwierzyć i sama nie do końca to ogarniam, ale tak właśnie było 🙂

  • Urocza kokardka na uszku:)
    Z bólem głowy Cię doskonale rozumiem, bo raz na jakiś czas miewam ataki migrenowe (w genach po mamie, która się od wielu wielu lat leczy). Także bardzo współczuję!

  • Ten miś to chyba jednak misianka, co? Przecież to panna jak ta lala 🙂 Migren ogromnie współczuję! Znam to paskudztwo i z całego serca życzę Ci, by poszły sobie w cholerę (wybacz słownik). Dezorganizują wszystko, paraliżują, każą się wypisać z życia. Moje na szczęście kilka lat temu zniknęły, bez żadnego leczenia, bez wyraźnej przyczyny, po paru latach postanowiły mnie opuścić. Trzymam kciuki, by i Tobie dały spokój. Ściskam mocno!

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu