Szydełkowe maskotki, Szydełkowe misie

Szydełkowy miś z różową kokardką

Ależ te dni krótkie takie, a wiadomo, że będzie jeszcze krócej. Po przyjeździe z pracy jakoś tak zupełnie nagle staje się noc. Wcześniej Zuzia przychodzi z dziadkami z przedszkola. Potem do domu wracamy my. Mamy parę chwil na pogaduchy i zabawę, na delikatne ogarnięcie mieszkania, na pomyślenie, co jutro na obiad być może (i zamienienie pomysłu w czyn), małe zakupy. Potem tylko rytualna kąpiel, suszenie włosów, bajka z wizją lub tylko czytana. Sen. I wtedy dopiero (gdy przy Zuzi i mnie sen przypadkiem nie chwyci) mogę zasiąść do szydełka. Wczoraj postanowiłam sobie, że choćby nie wiem co – muszę dokończyć misia i muszę mu zrobić sesję, by pokazać go zamawiającej.

Misia dodziergałam, a sesję jakoś wymęczyłam. Wypróbowałam patent: taboret, na niego śnieżno-białe prześcieradło i lampka podświetlająca misia. Niestety nie miałam dwóch lampek z jednakowym źródłem światła, więc wykorzystałam tylko jedną – jasne, że są cienie, jasne, że tło nie jest białe (choć oczywiście było), no i w ogóle. Tylko tyle udało mi się osiągnąć.

Oczywiście następnym razem będę kombinować ze światłem i z tłem (bo raczej krem na bieli to niewskazane, no ale), aż efekt mnie nieco bardziej zadowoli : ). A może Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na fotografowanie rękodzieła, gdy już za oknem noc?

mis-róż

PS. dziś będzie wieczorna pora na czapkę krasnalkę/śpioszka.